?

Log in

Z dokładnością atomowej sekundy globalnej wyruszyliśmy ratować świat....  
07:17pm 15/03/2005
 
 
Joanna
Siedzę i siedzę, myślę i myślę, coby tu porobić i nagle przychodzi mi do głowy taka myśl: "a może by coś napisać?" Nic szczególnego w gruncie rzeczy, prawda? Ale w moim przypadku należy się temu dziwić i natychmiast zatrzymać to ulotne uczucie, żeby gdzieś nie nawiało, bo potem znowu będę je ścigać przez pół roku... Na forum nie ma żadnego questa, na który miałabym ochotę, o istnieniu bloga niemalże zapomniałam, a generalnie mam wrażenie, że jeszcze chwila, a zapomnę zupełnie jak się pisze i zostanę wtórną analfabetką. Świetlana przyszłość mnie czeka, nie ma co...

[Miałam pisać... I figa, bo właśnie koleżanka ścignęła na gadulcu, żebym przejrzała wyniki doświadczenia i wpadła na jakiś genialny pomysł, jakby tu je zinterpretować... Napisałam jej, że wyglądają bezsensownie i żeby dokładnie to napisała. Ciekawe, co można dostać za taki opis? _^_]

Stan permanentnego rozleniwienia towarzyszy mi od dłuższego czasu i aż dziw, ze jeszcze nie zasnęłam gdzieś w kąciku na dobre (to znaczy na miesiąc czy dwa). Bo śnięta chodzę, jakbym zaczęła ulegać hibernacji - co przy obecnej pogodzie, ślicznej, cieplutkiej i bardzo mokrej, byłoby delikatnie mówiąc nie na czasie. Zapewne wykazuje to jakąś korelację z faktem, że ostatnio z różnych względów ciągle mam na 8, którą to porę uważam za szczyt barbarzyństwa, ale udajmy, że nie marudzę.

Dzięki bogom przynajmniej czasu na lenistwo mam ostatnio pod dostatkiem, jeśli nie w nadmiarze. Sesja skończyła się dla mnie średnio pomyślnie - bo 4,63 z pierwszego semestru nie satysfakcjonuje kujona i tyle - ale za to teraz mam z głowy wszelkie paskudne enzymatyki i jeszcze bardziej paskudne prezentacje z botaniki, i mogę zająć się... No właśnie, czym? Tym co zwykle, czyli nie podejmowaniem prób odwyku od netu _^_

Właściwie to nie bardzo mam o czym pisać... Ale spróbujmy na przykład donieśc światu (który przestał tu zaglądać i lepiej dla niego), co dziecko na przykład ogląda... Violinist of Hameln ogląda, coby recenzję na Wszechbiblię napisać, i bawi sie przy tym rewelacyjnie - przewidując z 90% pewnością, co będzie dalej, i już projektujac ową recenzję... Bo tak skopanego fantasy nie tylko jeszcze nigdy nie widziałam, ale nawet nie czytałam! Pospoilerujmy trochę, dobrze? Na północy jest sobie Królestwo Zła, w związku z czym Królestwo dobra znajduje się zapewne na południu, bo niby gdzie. Standardowo, ale zgoda. 15 lat temu odbyła się Wielka Wojna, podczas której bardzo dzielna dobra królowa uwięziła władcę demonów w Puszce Pandory (czy jakoś tak), a następnie postawiła barierę zamieniającą stwory zła w kamień. Uffff... Powiedzmy, że przeżyjemy. A teraz tak: w pewnej wiosce mieszka chłopak, któremu nagle wyrasta z czoła róg. Fajnie, zaczynamy kojarzyć fakty? Oczywiście przydałaby się jeszcze główna bohaterka, więc chłopak ma przyjaciółkę. Też fajnie. Do wioski przybywa posłaniec, zostaje zaatakowany przez potwory i ranny rzęzi coś o jakiejś księżniczce. Coś mi zaczyna świtać... Ale no ludzie, przecież to nie może być takie oczywiste! Prawda? Nieprawda! Flute okazuje się księżniczką, która ma Uratować Świat, jej przyjaciel Hameln potrafi grać magiczną muzykę zabijającą potwory (na czymś nazywanym skrzypcami, a wielkości co najmiej wiolonczeli), wioska zostaje zaatakowana przez paskudnego stworka, jest Bardzo Dramatycznie, w końcu w niezwykle wzniosłej scenie mieszkańcy stworka pokonując (w domyśle: nie przeżywają tego, rzecz jasna), a nasi bardzo dzielni bohaterowie wyruszają do stolicy, coby ten świat uratować. Zgadnijcie, ile streściłam? Pół serii? Skąd, to były pierwsze dwa odcinki! Trzeci odcinek również mnie nie zawiódł, albowiem dzięki kolejnemu Cudownemu Zbiegowi Okoliczności nasz bohater poznaje swojego Przyjaciela z Dzieciństwa (wspominałam, że Hameln, also known as dziedzic królestwa ciemności, ma amnezję? nie? a nie domyśliliście się!? XD). I tak dalej... Chała rzadka, grafika przypomina pokaz sklajdów (stopklatka. kilka sekund. stopklatka...), a bohaterowie zajmują się głównie gapieniem z głupimi minami na to, co się dzieje i odgrywaniem zespołu Downa. Doprawdy coś pięknego!

Na pocieszenie wyciągnęłam od Avellany Irresponsible Captain Tylor, którego kawałki widziałam na Sylwestrze i podobnie jak wszyscy pozostali, którzy je widzieli, zapałałam do tej serii miłością od pierwszego wejrzenia (biedna seria). Pisk! Ale to za 7 odcinków Hamelna, będę twarda!

Przynajmniej oglądać mam na czym... A w sobotę nie byłam wcale tego taka pewna, bo moje kochane maleństwo ni stąd, ni zowąd zaczęło się resetować co 5 minut (albo i częściej). Wirus? Diabli wiedzą, przeskanować go nie zdążę! W którymś momencie jednak kurczowo trzymający się życia komputerek zakomunikował o błedach, "powrócił do poprzedniej konfiguracji" i działał prze bite pół godziny, co pozwoliło mi się przekonać, że żadne drobnoustroje się w nim nie pałętają. Bu! Jakby były, tobym wytłukła, a tak to maleństwo zachorowało chyba na dobre... Przejrzałam net - może zasilacz? Kumpel Siostry również obstawiał zasilacz, więc wpadłam na genialny w swojej prostocie pomysł, żeby wymienić i zobaczyć, co będzie. W tym celu należało zawrócić bezczelnie głowę znajomej informatyczce, która szczęśliwym trafem zapasowy posiadała, ściągnąć ją na miejsce pod pretekstem "ja nie umiem sama wymieniiiić" (tak na wszelki wypadek), wymienić... Działa! ^.^v Zadowolona po raz kolejny zamieniłam podpięte pod net komputery (bo swoje maleństwo zastąpiłam sześcioletnim, równie kochanym gracikiem), a po godzinie czy dwóch zauważyłam, że temu bydlakowi nie chodzi wiatraczek... Grrrrr! Zasilacz został rozkręcony (tymi ręcami!), obejrzany, kabelek od wiatraczka przyuważony - i co? I nic, bo niby gdzie ja mam drania podpiąć, jeśli na płycie głównej miejsce owszem jest, ale panoszy się tam wiatraczek od procesora? jeszcze się w niedzielę na gieldę tłukłam bo rozgałęziacz, taki śmieszny, malutki kabelek podpinany do płyty. 10 złotych ze mnie zdarli za 10 cm druty, lichwiarze! - -" Ale maleństwo chodzi i ma się dobrez (poza tym, że wiatraczek w nowym zasilaczu nie spełnia absolutnie żadnych norm, jeśli chodzi o poziom decybeli), a ja przy najbliższej okazji muszę wyściskać Biankę :)

Teraz z uwag ogólnych:
- weźcie mnie kopnijcie, nic mi się nie chce! T___T
- i wiem, że ta notka jest nieskładna i fatalna stylistycznie, ale słowo daję, zapomniałam, jak się pisze!
- może następnym razem nagły, niekontrolowany przypływ weny spożytkuję na jakąś postać do Warowni?
- albo lepiej recenzję... Jakbym tylko miała akurat co recenzować.
- w moim zakładzie ktoś zainstalował gadulca... I jeszcze nikt nie zrobił za to awantury! Winna się nie czuję, jako że to nie ja, ale za to perfidnie korzystam - przynajmniej do czasu, aż ktoś, jak w każdym normalnym miejscu pracy uzna, że to nielegalne i niedozwolone.
- ale nie uzna, u nas zawsze było luźno :P
- od tak dawna nie miałam doła, że aż się o siebie boję... Albo chodzę śnięta, albo na fazie, tak na zmianę. Normalnie moja osobowość maniakalno-depresyjna ewoluuje! Chyba, że czeka na jakiś dobry moment, żeby poczęstować mnie dołem stulecia _^_

I co? I kompletnie nie ma o czym pisać, bu!
Idę z psem, a potem patrzeć, jak mój ulubiony Hameln Odkrywa Swoje Przeznaczenie (koniecznie z wielkiej litery XD).

PS. Temat notki to a propos kiepskich fantasy, oczywiście. Ale kto mi powie, z czego to cytat, wygrywa Cinquecento!
mood: contentcontent
 
    Post - Read 8 - Share - Link
 

(no subject)
 darquis
 
10:07pm 15/03/2005 (UTC)
 
 
wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy
Za duzo wolnego czasu? http://www.retromud.com ;)
 
    Reply - Thread - Link
 
(no subject)
 serika_chan
 
10:21pm 15/03/2005 (UTC)
 
 
Joanna
O nie, nie, nie, nie, nie... Żadnych mudów! Pożerają czas, a poza tym i tak bym się nie zmusiła, żeby się w to bawić - za dużo ludzi, a do tego po angielsku. Pogubiłabym się...
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
(no subject)
 darquis
 
10:32pm 15/03/2005 (UTC)
 
 
wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy
Kamoooooon... fajnie bedzie... *g*
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
(no subject)
 serika_chan
 
10:34pm 15/03/2005 (UTC)
 
 
Joanna
Neeeee.. Nie jesteś pierwszym, który próbuje mnie namówić ;P
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
(no subject)
 serika_chan
 
10:24pm 15/03/2005 (UTC)
 
 
Joanna
*przejrzała*
*edit*
I innych gierek też nie, od tego mam pod ręką neopety :P Tylko na neopetach mam wszystko, co chciałam i zdecydowanie za dużo kasy, to przestało być zabawne.
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
(no subject)
 darquis
 
10:56pm 15/03/2005 (UTC)
 
 
wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy
Jesli to juz nie jest zabawne, to chodz na Retro i od nowa zarabiaj. ;) No kamoooon, potrzebuje osobistego biomancera albo abjurera! Bard albo templar tez moze byc... ewentualnie kultysta, bedzie wspolpracowac z moim drugim klientem... *g*
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
(no subject)
 serika_chan
 
10:37pm 16/03/2005 (UTC)
 
 
Joanna
Zwłaszca teraz, kiedy właśnie się okazało, że dołaczam do kolejnej drużyny RPG, i zamiast grać 1-2 razy w tygodniu, będę pewnei grała 2-3? Ja właśnie w tym momencie zastanawiam się, czy aby na pewno nie zajmuję sobie za dużo czasu ^^"

Poza tym musiałbyś mi zrobić naprawdę dłuuugi wykład o tym, co to jest, jak to działa, i co zrobić, żeby nie wyjść na wstępie na idiotkę (poza nauczeniem się angielskiego). Ne bardzo mam ochotę wsiąkać w coś nowego, ja tak tylko marudzę :)

[I mieliśmy się kiedyś wreszcie spotkać! :>]
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
(no subject)
 darquis
 
10:42pm 16/03/2005 (UTC)
 
 
wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy
Wiec generalnie... zrob sobie postac i powiedz mi kiedy bedziesz, to sie tez zaloguje [teraz mam termin na robote, wiec malo tam siedze] i bede Ci na biezaco tlumaczyl, bo to skomplikowane ;) cholernie duzy swiat, duzo opcji do wyuczenia.
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
 
 
 
Navigation  
  Previous Entry
Next Entry
 
July 2010  
 
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
 


  Powered by
LiveJournal.com