?

Log in

Bu kolejne. Niech mnie ktoś kopnie...  
11:45am 26/03/2005
 
 
Joanna
Ha! Jest prawie południe, a ja siedzę w piżamce. Fajnie? Nie fajnie, zaraz mnie szlag trafi, bo łazienka jest sprzątana i nijak nie mogę się do niej dopchać...

Ot, cały urok wiosenno-świątecznych porządków. Okna już umyte, mój pokój lśni (przynajmniej z wierzchu... Dzięki bogom nikomu nie przyszło go głowy zajrzeć do szuflad, z których rozmaite papierzyska czy inne pudełka po komórkach i myszkach aż sie wysypują), w kuchni mamie zebrało się ni stąd, ni z owąd na przesadzanie kwiatków (dlaczego dzisiaj?!), przedpokój jest właśnie odkurzany... Moment, przecież osobiście odkurzałam go wczoraj! Jakaś paranoja... ^^'

Czy tylko ja mam daleko posuniętą alergię na wszelkie tak zwane "święta rodzinne"? Ja wiem, że to teoretycznie bardzo miłe, kiedy cała rodzina nagle ma trochę czasu, żeby pobyć sobie razem, chociażby żeby razem posprzątać, a potem zjeść wspólny posiłek... Tylko dlaczego, do licha, nieodmiennie prowadzi to do awantur? Bo świąt bez przynajmniej jednej kłótni nie pamiętam, jak żyję... Ja zawsze mam wrażenie, że ten dom robi się nagle dużo za mały, kiedy wszyscy lokatorzy zbiorą się w nim na raz, i co gorsza próbują coś robić. Obijanie się o siebie jest dość irytujące. Wysuchiwanie "a dlaczego to jest jeszcze nie zrobione?!" również.
Chyba właśnie doszłam do wniosku, że nie dość, że jestem aspołeczna, to jeszcze antyrodzinna. _^_

Swoją drogą tak patrzę przez okno, zachwycam się pogodą... I nijak nie mogę zrozumieć, dlaczego akurat teraz łapię doła. No dobra, nie teraz, parę dni temu, ale to się tak idealnie pokryło z poprawą pogody, że jeszcze chwila, a perfidnie na pogodę zwalę - bo nie mam na co. Ja już czasem tak mam, że z zupełnie niewiadomych przyczyn każdy drobiazg wkurza mnie niepomiernie, jak ktoś pechowy podejdzie, to gryzę, a już nie daj Boże ktoś mi powie coś nieprzyjemnego... Bez względu na to, jak bezsensowny byłby to drobiazg, dla mnie urasta w tym momencie do tragedii życiowej. Śmieszna jestem. I właśnie dlatego przez parę dni omijałam Herbaciarnię szerokim łukiem, chociaż piekielnie ciągnęło mnie do ludzi, bo gdybym tam weszła, dopóki TO by mi nie przeszło przynajmniej w pewnym stopniu, zapewne powiedziałabym coś, czego potem bardzo bym żałowała... A po co?
W zamian za to chyba wyżywam się w domu. Super, po prostu super...

Bu. Ja nie powinnam pisać takich notek. Diagnoza: ekshibicjonistka _^_

(przynajmiej nie cierpię na "Dysonans Poznawczy", charakteryzujący fanów cyberpunka XD Rozbrajające, jak często używają oni tego pojęcia uważając, że są wybitnymi intelektualistami).
 
    Post - Share - Link
 

 
 
 
Navigation  
  Previous Entry
Next Entry
 
July 2010  
 
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
 


  Powered by
LiveJournal.com