?

Log in

No account? Create an account
Chrup - i mamy przełom.  
08:18pm 01/10/2006
 
 
Joanna
Od wieków nic tu nie napisałam, co chyba oznacza, ze po prostu przestalam czuć potrzebę posiadania bloga. Może po prostu życie towarzyskie, to "realowe", stało się w którymś momencie na tyle intensywne, że zwierzanie się internetowamu pamiętniczkowi ("Mój pamiętniczku, piszę do Ciebie, bo jest mi smutno", te sprawy), stało sie zbędne... Czy raczej: nie szukam już tak bardzo kontaktów z ludźmi, których jeszcze nie znam, a mogę poznać. Wysyciłam się pod tym względem? Może. Ale tak jakoś sobie obiecywałam, że zdam raport, kiedy będę już wiedziała, co dalej.

Muszę przyznać, że okresy przejściowe w życiu to po prostu uosobienie koszmaru. Wszystko ok, wszystko gra, a gdzieś głeboko siedzi sobie taki malutki stworek o imieniu Niepewność, który szepcze czasem do ucha "a co będzie po studiach? A jak znajdziesz pracę? Na pewno nie znajdziesz... Zawiedziesz wszystkich i siebie". Nie głośno, ale właśnie tak cichutko, gdzieś na poziomie podświadomości, nie krzyczał, ale drążył i drążył, powoli, ale wytrwale. Bardzo skuteczny sposób na załatwienie sobie kompletnego rozstroju nerwowego, zwłaszcza w sytuacji, gdy ma się pełną świadomość, że w załatwianiu spraw jest się nogą totalną, coś, na co sie liczyło, nie wypala, a potem wszystkie inne możliwości zdają się być zamknięte. Bo jeśli nie doktorat w zakładzie, który nie wypalił, to co? Jeśli terminy składania papierów już minęły lub własnie mijają? Praca? A jeśli praca, to gdzie, jeśli nie wyobrażam sobie zupełnie przekładania papierków w jakiejś firmie, a pracy w zawodzie przecież jak na lekarstwo? Frustracja rulez, powiedziałabym.

Magisterka napisana. Magisterka obroniona. A cała reszta to zupełnie niecodzienna mieszanka niesamowitego szczęścia i niesamowitego pecha, o takim natężeniu, że brzmi jak książka mało rozgarniętego autora.

- Bo czy normalnie zdarzają sie takie przypadki, że spotkani przypadkowo na ulicy koledzy tak po prostu dają namiary na miejsce na doktorat? To na plus.

- Że moja Wanna-Be-Pani-Promotor załatwia dodatkowe miejsce w zakładzie specjalnie dla mnie, po krótkiej rozmowie ze mną, tak po prostu? Nie mam zielonego pojęcia, co było we mnie takiego, żeby ją do mnie przekonać, mogę napisa tylko tyle, że polubiłam tę panią od pierwszego wejrzenia jak mało kogo ^^" To na plus.

- Że moja Wanna-Be-Pani-Promotor załatwia mi możliwość zlożenia papierów prawie miesiąc po obowiązującym terminie? To na plus.

- I wreszcie na minus. Że zdolne dziecko popisowo egzamin na ten doktorat zawala! Ja wiedziałam, że tak będzie, życie nie działa tak, że zdarza się cud za cudem, a nic się nie sypie. Sypnęło się niezwykle efektowie: przyszło dziecko na egzamin i trafiło na pana specjalizującego się w dziedzinie bardzo blisko ocierającej się o moją magisterkę, ale w tym zakresie, który praktycznie zignorowaliśmy... w każdym razie dostałam pytania, na które byłam w stanie odpowiedzieć jakąś wariacją na temat "nie wiem", sprawiając wrażenie osoby, która zupełnie nie wiedziała, o czym pisze. Co śmieszniejsze, mój opiekun pracy byłby w stanie odpowiedzieć mnej-wiecej to samo. Dość, że "zdałam, ale bez stypendium", co w praktyce oznaczało, że oficjalnie zdaję, a nieoficjalnie dyrekcja nie chce mnie na oczy widzieć i kropka. Bo są przecież osoby, które zdały lepiej i nie mają miejsca, więc mogą wziąć sobie moje miejsce, ne?
Nawet rodzice się łamią i stwierdzają, że przemęczą sie jeszcze rok bez kasy, ale co z tego?

Piękne, prawda?...

I wreszcie ostatni piątek. Zgadnijcie, plus czy minus?

Otóż moja Wanna-Be-Pani_promotor decyduje, że bierze mnie wbrew bardzo nieszczęśliwej z tego powodu dyrekcji i zobaczymy. Bo tak. Na razie bez finansowania, ale jak dobrze pójdzie, finansowanie powinno się dać za jakiś czas załatwić.

Plus.

Moje życie ma bardzo kiepskiego reżysera...

W każdym razie jutro rozpoczynam studia doktoranckie, na temat, który *dla odmiany* naprawdę brzmi nie tylko interesujaco, ale i konkretnie, a nie, jak w przypadku magisterki "ale bajer, tylko za diabła nie rozumiem po co". Zawalić nie mogę, bo byłoby to popisowe świństwo na skalę stulecia. A z tego wynika, że nie będę miała czasu, ale za to może być fajnie... Bo jakoś tak czuję, że będzie fajnie, chociaż pewnie przedd dyrekcja będę wiała, żeby się na nią przypadkiem nie nadziać... ^^"

Podejrzewam, że będę się meldować. Tak jakoś czuję, że będę. W ogóle życie jest dziwne i kropka.
mood: hopefulhopeful
 
    Post - Read 16 - Share - Link
 

(no subject)
 darquis
 
06:49pm 01/10/2006 (UTC)
 
 
wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy: night
TO ZYJE! 0_0
picword: night
 
    Reply - Thread - Link
 
Żyje, żyje...
 serika_chan
 
07:20pm 01/10/2006 (UTC)
 
 
Joanna
Żyje, nawet podobno czasem się rusza. Tylko ostatnio zajmowało się głównie rozważaniem, jak bardzo życie jest do kitu i jak bardzo jest się beznadziejnym. Ale to, obawiam się, u mnie dość normalne, chyba należy się przyzwyczaić. Ciekawe, czy kiedyś z tego wyrosnę ^^"

A poza tym łyp-łyp - to też żyje? :> Kurczę, stęskniłam się. Może da sie nawet kiedyś gdzieś wyciągnąć?
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 darquis
 
07:25pm 01/10/2006 (UTC)
 
 
wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy
Tez sie kurde stesknilem. Ostatnio przejezdzalem kilka razy kolo Twojego osiedla, patrzac tesknie w strone blokow. :P

Dam sie wyciagnac! Kiedy doktorantka ma czas?
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 serika_chan
 
07:28pm 01/10/2006 (UTC)
 
 
Joanna
Doktoranta (łał, to brzmi dumnie XD) nie ma zielonego pojęcia... Podobno na początku nie zamierzają za bardzo męczyć, bo mam się nauczyć metod, ale podejrzewam, że to "nie za bardzo" może być bardzo względne. Więc w tygodniu nie wiem, może się jutro zorientuję. Ale w weekend prawie na pewno :]
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 darquis
 
07:45pm 01/10/2006 (UTC)
 
 
wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy
To co, przyszla sobota? Kawa i ciacho gdzies konkretnie, spacer w parku, czy co? *moze sie dopasowac*
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 serika_chan
 
07:54pm 01/10/2006 (UTC)
 
 
Joanna
Podejrzewam, że Ty się możesz dopasować, ale pogoda może stwierdzić, że nie chce współpracować (tak w kwestii spaceru). Kawa i ciacho brzmią bezpieczniej, ale zobaczymy :] I nie mam pojecia gdzie, ostatnio z ludźmi spotykam sie z reguły w mieszkaniach na herbatkachi straciłam orientację w knajpach (tak, ja wiem, karygodne...). Wybierz coś fajnego, byleby to nie było gdzieś na drugim końcu świata.
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 darquis
 
07:57pm 01/10/2006 (UTC)
 
 
wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy
W mieszkaniu tez mozna :P Ciagle zyjesz tam, gdzie przedtem? Ewentualnie moge na Twoja okolicznosc troche sprzatnac. ;)
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 serika_chan
 
08:22pm 01/10/2006 (UTC)
 
 
Joanna
Możesz, chyba nawet bym do Ciebie trafiła :] Nadal masz kociaki? (ja Areska pochowałam dwa miesiące temu i jestem futrzakowo niedopieszczona.. :( )
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 darquis
 
09:15pm 01/10/2006 (UTC)
 
 
wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy
Oj, przykro mi :/ Fajne bylo psisko. Szkoda. *scisk*

Kociaki nadal sa. Szesc kilo sztuka. ;) Tylko tak od razu do obcego czlowieka nie przyjda, nadal sa plochliwe. ;)
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 serika_chan
 
09:29pm 01/10/2006 (UTC)
 
 
Joanna
Ale będą łazić i wyglądać futrzakowo :) A ja i tak nie umiem gadać z kotami (Iryska Avellany z pewnością włazi mi na kolana i mruczy tylko dlatego, że jej się boję _^_).
A, i masz pozdrowienia od mojej siostry :] Pomachała Ci przez monitor...
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 serika_chan
 
05:00pm 06/10/2006 (UTC)
 
 
Joanna
Ufff... Powroty do domu z pracy wahające się pomiędzy 17 a 23 to jest to. Ale weekend, dzięki bogom, jest wolny. To jak się umawiamy? :)
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 darquis
 
05:05pm 06/10/2006 (UTC)
 
 
wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy
Na wiecu poparcia, wez karton jajek i kilo tomatow!

hmm, a moze niekoniecznie ;) Gdzies z dobra kawa? Moge po Ciebie podjechac, albo wezmiemy rowery...
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 serika_chan
 
05:07pm 06/10/2006 (UTC)
 
 
Joanna
Mój rower chyba już kompletnie zardzewiał, nie mam pojęcia, czy jest na chodzie... A poza tym leń jestem, zwłaszcza po tygodniu wściekłego latania po instytutowych schodach. Daj znać, o której Ci pasuje, możesz podjechać albo podać namiary :)
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 darquis
 
05:15pm 06/10/2006 (UTC)
 
 
wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy: grin
Namiary u mnie, 10 pietro itp ;) Godzina powiedzmy... 11, czy pozniej? Pobawisz sie [z] kotami, potem mozemy ruszyc w miasto.
picword: grin
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 serika_chan
 
05:24pm 06/10/2006 (UTC)
 
 
Joanna
12 - muszę się zwlec, zrobić babci zakupy (bo siostra tylko twierdzi, że z nami mieszka, a rodzice na działce) i dojechać. Ostatnie piętro, mieszkania 41 - dobrze pamiętam?
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
Re: Żyje, żyje...
 darquis
 
05:49pm 06/10/2006 (UTC)
 
 
wszystkim życzymy źle nam z oczu patrzy
Exactly. To ja ide troche posprzatac, moze. ;)
 
    Reply - Parent - Thread - Link
 
 
 
 
Navigation  
  Previous Entry
Next Entry
 
July 2010  
 
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
 


  Powered by
LiveJournal.com