<?xml version='1.0' encoding='utf-8' ?>
<!--  If you are running a bot please visit this policy page outlining rules you must respect. http://www.livejournal.com/bots/  -->
<rss version='2.0' xmlns:lj='http://www.livejournal.org/rss/lj/1.0/' xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' xmlns:atom10='http://www.w3.org/2005/Atom'>
<channel>
  <title>Joanna</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/</link>
  <description>Joanna - LiveJournal.com</description>
  <lastBuildDate>Sat, 02 Dec 2006 17:25:45 GMT</lastBuildDate>
  <generator>LiveJournal / LiveJournal.com</generator>
  <lj:journal>serika_chan</lj:journal>
  <lj:journalid>758407</lj:journalid>
  <lj:journaltype>personal</lj:journaltype>
  <atom10:link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/' />
  <image>
    <url>http://l-userpic.livejournal.com/55283930/758407</url>
    <title>Joanna</title>
    <link>http://serika-chan.livejournal.com/</link>
    <width>80</width>
    <height>80</height>
  </image>

<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/52399.html</guid>
  <pubDate>Sat, 02 Dec 2006 17:25:45 GMT</pubDate>
  <title>Zwariowałam. Zdecydowanie zwariowałam...</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/52399.html</link>
  <description>Właśnie doszłam do wniosku, że pewne skłonnośc niestety są dziedziczne. Moi rodzice kupują rzeczy, na które kompletnie i absolutnie ich nie stać. Moja siostra wydaje pieniądze, których nie ma. Ja zawsze twierdziłam, że sie z tego domu wariatów wyrodziłam - złudne nadzieje! Właśnie wydałam całe swoje grudniowe stypendium na kożuszek. Bo mi się spodobał. Kropka. I jeszcze żeby mnie ktoś powtrzymywał, żeby uświadomił, że to kompletne szaleństwo, że to artykuł luksusowy i w ogóle... Ale nie - podoba ci się, drogie dziecko, to bierz. Raz się żyje i w ogóle! Powiedzcie mi - mam się z takiej szurnietej rodzinki cieszyć, czy raczej załamywać się dramatycznym losem dziecka istot nie do końca odpowiedzialnych? ^^&apos; &lt;br /&gt;Ale wiecie, jaki śliczny jest za to? Czekoladowy, długi, na krótkim, aksamitnym futerku, z kołnierzykiem, który można postawić i z kapturkiem. Stworzony dla mnie, spisek i kropka!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz będę z jednej strony wyrzucać sobie pozbycie się lekką ręką dziewięciu stów, z drugiej piskać z radości, bo mi się podoba. Jestem nielogiczna!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, dobrze przeczytaliście - stypendium. Zupełnie prawidłowe stypedium doktoranckie, które wprawdzie dostałam z miesięcznym opóźnieniem, ale dostałam! Nie mam pojęcia, jak załatwione, bo wolałam się nie dopytywać, ale jest. Że tak powiem - łi! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie stwierdzam, że życie, pomimo takich czy innych wahnięć, jednak jest piękne. Wprawdzie siedzę w pracy średnio po 10 godzin dziennie (plus dojazdy po godzinie w jedną stronę), ale za to tematyka badawcza jest ciekawa, atmosfera z reguły sympatyczna (szkoda, ze tylko z reguły, ale to inna bajka) i jakoś tak nie czuję, żeby to miejsce wysysało ze mnie życie - w przeciwieństwe do zakładu, w którym robiłam magisterkę. Nie pytajcie, dlaczego tak jest, ja też nie wiem - widać moja podświadomość się bawi. Ale jezeli jestem w stanie tam siedzieć calutki dzień i nie wieję z piskiem, to znaczy, ze dobrze trafiłam. Skutek uboczny niestety jest taki, że nie mam czasu na absolutnie nic innego, bo ten który mi w ciągu dnia pozostaje, zostaje bardzo konsekwentnie zmarnowany, bo &quot;już mi się nic nie chce&quot;. Przynajmniej jest to w rozsądny sposób wytłumaczalne, w przeciwieństwie do niechemisienia przy nicnierobieniu, które przybierało znacznie poważniejsze formy i zaczynało już chyba podpadać pod patologię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poza tym jest weekend i zastanawiam się, coby tu porobić. Poza napisaniem notki i daniem znać, że mnie nikt nie zamordował. Dobry objaw!</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/52399.html</comments>
  <lj:mood>satisfied</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>4</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/52050.html</guid>
  <pubDate>Tue, 03 Oct 2006 19:53:10 GMT</pubDate>
  <title>Uf.</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/52050.html</link>
  <description>*padło*&lt;br /&gt;Wracanie z pracy o 19.30 rządzi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na gwałt potrzebuję recepty na bezbolesną zmianę strefy czasowej (koniec wstawania w południe...) i trybu życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*nos na klawiaturze i się nie rusza*</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/52050.html</comments>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>0</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/51746.html</guid>
  <pubDate>Sun, 01 Oct 2006 18:21:08 GMT</pubDate>
  <title>Chrup - i mamy przełom.</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/51746.html</link>
  <description>Od wieków nic tu nie napisałam, co chyba oznacza, ze po prostu przestalam czuć potrzebę posiadania bloga. Może po prostu życie towarzyskie, to &quot;realowe&quot;, stało się w którymś momencie na tyle intensywne, że zwierzanie się internetowamu pamiętniczkowi (&quot;Mój pamiętniczku, piszę do Ciebie, bo jest mi smutno&quot;, te sprawy), stało sie zbędne... Czy raczej: nie szukam już tak bardzo kontaktów z ludźmi, których jeszcze nie znam, a mogę poznać. Wysyciłam się pod tym względem? Może. Ale tak jakoś sobie obiecywałam, że zdam raport, kiedy będę już wiedziała, co dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że okresy przejściowe w życiu to po prostu uosobienie koszmaru. Wszystko ok, wszystko gra, a gdzieś głeboko siedzi sobie taki malutki stworek o imieniu Niepewność, który szepcze czasem do ucha &quot;a co będzie po studiach? A jak znajdziesz pracę? Na pewno nie znajdziesz... Zawiedziesz wszystkich i siebie&quot;. Nie głośno, ale właśnie tak cichutko, gdzieś na poziomie podświadomości, nie krzyczał, ale drążył i drążył, powoli, ale wytrwale. Bardzo skuteczny sposób na załatwienie sobie kompletnego rozstroju nerwowego, zwłaszcza w sytuacji, gdy ma się pełną świadomość, że w załatwianiu spraw jest się nogą totalną, coś, na co sie liczyło, nie wypala, a potem wszystkie inne możliwości zdają się być zamknięte. Bo jeśli nie doktorat w zakładzie, który nie wypalił, to co? Jeśli terminy składania papierów już minęły lub własnie mijają? Praca? A jeśli praca, to gdzie, jeśli nie wyobrażam sobie zupełnie przekładania papierków w jakiejś firmie, a pracy w zawodzie przecież jak na lekarstwo? Frustracja rulez, powiedziałabym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Magisterka napisana. Magisterka obroniona. A cała reszta to zupełnie niecodzienna mieszanka niesamowitego szczęścia i niesamowitego pecha, o takim natężeniu, że brzmi jak książka mało rozgarniętego autora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Bo czy normalnie zdarzają sie takie przypadki, że spotkani przypadkowo na ulicy koledzy tak po prostu dają namiary na miejsce na doktorat? To na plus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Że moja Wanna-Be-Pani-Promotor załatwia dodatkowe miejsce w zakładzie specjalnie dla mnie, po krótkiej rozmowie ze mną, tak po prostu? Nie mam zielonego pojęcia, co było we mnie takiego, żeby ją do mnie przekonać, mogę napisa tylko tyle, że polubiłam tę panią od pierwszego wejrzenia jak mało kogo ^^&quot; To na plus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Że moja Wanna-Be-Pani-Promotor załatwia mi możliwość zlożenia papierów prawie miesiąc po obowiązującym terminie? To na plus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- I wreszcie na minus. Że zdolne dziecko popisowo egzamin na ten doktorat zawala! Ja wiedziałam, że tak będzie, życie nie działa tak, że zdarza się cud za cudem, a nic się nie sypie. Sypnęło się niezwykle efektowie: przyszło dziecko na egzamin i trafiło na pana specjalizującego się w dziedzinie bardzo blisko ocierającej się o moją magisterkę, ale w tym zakresie, który praktycznie zignorowaliśmy... w każdym razie dostałam pytania, na które byłam w stanie odpowiedzieć jakąś wariacją na temat &quot;nie wiem&quot;, sprawiając wrażenie osoby, która zupełnie nie wiedziała, o czym pisze. Co śmieszniejsze, mój opiekun pracy byłby w stanie odpowiedzieć mnej-wiecej to samo. Dość, że &quot;zdałam, ale bez stypendium&quot;, co w praktyce oznaczało, że oficjalnie zdaję, a nieoficjalnie dyrekcja nie chce mnie na oczy widzieć i kropka. Bo są przecież osoby, które zdały lepiej i nie mają miejsca, więc mogą wziąć sobie moje miejsce, ne?&lt;br /&gt;Nawet rodzice się łamią i stwierdzają, że przemęczą sie jeszcze rok bez kasy, ale co z tego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękne, prawda?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wreszcie ostatni piątek. Zgadnijcie, plus czy minus?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż moja Wanna-Be-Pani_promotor decyduje, że bierze mnie wbrew bardzo nieszczęśliwej z tego powodu dyrekcji i zobaczymy. Bo tak. Na razie bez finansowania, ale jak dobrze pójdzie, finansowanie powinno się dać za jakiś czas załatwić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje życie ma bardzo kiepskiego reżysera...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie jutro rozpoczynam studia doktoranckie, na temat, który *dla odmiany* naprawdę brzmi nie tylko interesujaco, ale i konkretnie, a nie, jak w przypadku magisterki &quot;ale bajer, tylko za diabła nie rozumiem po co&quot;. Zawalić nie mogę, bo byłoby to popisowe świństwo na skalę stulecia. A z tego wynika, że nie będę miała czasu, ale za to może być fajnie... Bo jakoś tak czuję, że będzie fajnie, chociaż pewnie przedd dyrekcja będę wiała, żeby się na nią przypadkiem nie nadziać... ^^&quot;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podejrzewam, że będę się meldować. Tak jakoś czuję, że będę. W ogóle życie jest dziwne i kropka.</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/51746.html</comments>
  <lj:mood>hopeful</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>16</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/51366.html</guid>
  <pubDate>Tue, 23 Aug 2005 19:10:05 GMT</pubDate>
  <title>A tak mnie naszło...</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/51366.html</link>
  <description>Kyaaaaaa!!!! O.o&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Tę notkę sponsoruje nieartykułowany okrzyk wydawany na widok panującego w pokoju bałaganu. Okrzyk nie zostałby wydany, gdyby jutro nie przyjeżdżał do mnie Miyaczek i bałagan ten istnieć w tym momencie w żadnym wypadku już nie powinien, ale nie wdawajmy się na razie w szczegóły...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skąd ta notka?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj ładowałam kolejną porcję fanfików na Czytelnię. Dla niewtajemniczonych: Czytelnia jest kolejnym, nieistniejącym jeszcze oficjalnie modułem serwisu &lt;a href=&quot;http://tanuki.pl&quot;&gt;Tanuki&lt;/a&gt; (dawniej: Wszechbiblii Anime), modułem, którego Naczelną podobno jestem (co objawia się tym, że pozostała część redakcji i nie-redakcji skutecznie włazi mi na głowę. Normalka). Ładowaliśmy, ładowaliśmy, obgadywaliśmy przy okazji rozmaite opowiadania i ficzki radośnie... radośnie głównie wtedy, gdy temat zbaczał w kierunku tak zwanych gniotów. Jak wiadomo bowiem, na jednego fika wybitnego i pięć takich, które da się czytać (chociaż najlepiej po głębszym), przypada jakaś setka takich, których czytać się nie da nawet po zaprawieniu się substancjami ciekłymi o podejrzanym składzie (np. o pH 2,7 i kolorze brązowym). Jakoś tak zeszło nam na starą, dobrą, nieistniejącą już w tamtej formie Wszechbiblię i jej fikową zawartość - pisaną na jedno kopyto, według tego samego, paskudnie nudnego schematu i z tymi samymi błędami w kompozycji... I w którymś momencie Majeczce przypomniał się mój Podarunek. Mam nadzieję, że nikt nie pamięta tego potworka? Tak czy inaczej, potworek podobno jej się podobał... Powinnam się niby cieszyć, ale zamiast tego złapałam sie za głowę, schowałam pod stół i zaczęłam z przerażeniem w oczach łypać na monitor nie wiedząc, czy przypadkiem zaszycie sie w sarkofagu, schowanie go do piwnicy, a następnie wysadzenie bloku w powietrze nie byłoby przypadkiem dobrym pomysłem. tak się bowiem składa, że jakiś czas temu, notabene przy okazji podobnej dyskusji, sięgnęłam po moje pierwsze i jedyne fanfikowe dzieło i... przeczytałam je (tak, proszę państwa, trzy kropki były konieczne, aby nadać temu stwierdzeniu odpowiedni nastrój grozy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie! Zaprawdę, powiadam wam, nie wierzę, że tak pisząc mogłam zdać maturę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wspominajac o tym, na co ją zdałam. Krótkie, nierozwinięte zdania, stylistyka na poziomie przedszkola i proporcja opisy:dialogi dokładnie odwrotna, niż być powinna. I JA TO NAPISAŁAM?! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dlatego wczoraj wieczorem, leżąc spokojnie w łóżeczku, pod otwartym oknem, z którego rano obsypie mnie deszcz styropianu (ale to już zupełnie inna historia), zastanawiałam się długo, acz intensywnie, jakim cudem. Nie, jakim cudem mogłam być taka młoda i głupia dwa (czy to były trzy?) lata temu, ale dlaczego w tej chwili wydaje mi się, że piszę odrobinkę lepiej? Pierwsza myśl brzmiała &quot;forum&quot;. No dobrze, ale czy ja na forum pisałam aż tak dużo, żeby wyrobić się, choć odrobinkę, (pseudo)literacko?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem przypomniałam sobie nagle, że kiedyś miałam bloga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dlatego piszę teraz tę bezsensowną, trochę refleksyjną, ale przede wszystkim jednak bezsensowną notkę, odkurzając miejsce w sieci, które już dawno powinni odpiąć od aparatury podtrzymującej życie, bo miejsce na serwerze przecież zawala, i zastanawiam się, czy przypadkiem za chwilę nie cofnę się w rozwoju. Bardziej. Jeszcze bardziej. tak to jest, jeśli nie pisze się absolutnie nic, nie licząc wyduszanych raz na jakiś czas recenzji (co ciekawe, jakimś cudem coraz dłuższych). I tak się zastanawiam, czy nie wypadałoby jednak zaglądać tu raz na jakiś czas, choćby po to, żeby nie zapomnieć, jak się układa zdania (najlepiej wielokrotnie złożone, prostych chyba tak szybko się nie oduczę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co do podarunku Chaosu - Majeczka męczyła mnie, zebym poprawiła. Co sprowadza się do napisania od nowa. Kto wie, kto wie... :&amp;gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łoki, że się tak nie po polsku i wybitnie niepoprawnie wyrażę. Trzeba tu posprzątać! A relację ze zjazdu i wizyty u Miyaczka w Legnicy może kiedyś się napisze (chociaż to mocno wątpliwe).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Jeśli czytasz tę notkę, a napisałeś/aś kiedyś opowiadanie lub fika, który nadaje się do pokazania światu (na pewno się nadaje, nie sciemniaj!), dawaj :&amp;gt; (serika_chan@interia.pl).</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/51366.html</comments>
  <lj:mood>cheerful</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>0</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/51181.html</guid>
  <pubDate>Tue, 26 Apr 2005 15:16:08 GMT</pubDate>
  <title>Jouful, joyful?</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/51181.html</link>
  <description>Czy to normalne, że dwie stare baby (lat 21 i 23) siedząc same w domu, puszczają sobie soundtrack z Krróla Lwa na pełny regulator i wydzierają się do niego wniebogłosy, prawdopodobnie sprawiając, że nieszczęśni sąsiedzi za moment wybiorą się na safari, aby jakiegoś zwierzaka ustrzelić z zemsty?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak myślałam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam pojęcia, dlaczego radość życia czepia się mnie akurat w takich momentach, kiedy nie powinna. Katar mam. Gardło mnie boli. O stanie zdrowia pewnej osoby z bliskiej rodziny wolę nawet nie myśleć. Dostałam tróję z egzaminu, czego wszyscy mi gratulują (tak, już powiedziałam Mamie. Jakoś to przeżyła - dobry moment wybrałam, zbyt zajęta była na porządne trucie, a teraz jakoś jej się nie nawijam...). Średnia zjechała mi do 4,3, co jest osiągnięciem absolutnie niedoposzczalnym - nie dość, że pół stopnia niższa od mojej normalnej, to jeszcze poniżej progu stypendialnego! A mam jeszcze przed sobą tylko dwa egzaminy. A, i dwa seminaria w języku angielskim, którego jak powszechnie wiadomo nie znam. &lt;br /&gt;Nie jest dobrze... Oj, nie jest dobrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widać mam jakieś reakcje obronne, ot co! Wniosek jest taki, że czy wszystko idzie mi na rękę, czy się wali, i tak ucierpią sąsiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam przy tym nadzieję, że nieszczęśnicy nie są z gatunku &quot;babć-rydzykówek&quot;, bo właśnie zasysa się soundtrack z Zakonnicy w Przebraniu - a jak TO zaczniemy śpiewać, to mogą zwątpić. We wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz niech mnie ktoś kopnie, zebym się za coś konstruktywnego wzięła, no! (tak, to pewnie będę w każdej notce powtarzać).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plan na czas najbliższy:&lt;br /&gt;- przygotować te piekielne seminaria, bo tym razem się nie wykręcę (a raczej: lepiej dla mnie, żebym się nie wykręciła)&lt;br /&gt;- może jednak napisać jakąś recenzję? (jak skończę Monstera... dlaczego zaklepałam coś, co ma 50 odcinków i NADAL wychodzi!?)&lt;br /&gt;- zacząć kompletować notatki do reszty egzaminów, bo MUSZĘ dostać piątki. I tyle __^__&lt;br /&gt;- kopnąć tę cholerną gildię na neopetach, bo bycie szefową zobowiązuje (ja bym się nie obraziła, gdyby ktoś ją sobie wziął...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak poza tym mamy 333 recenzje (!!!) i oglądalność w okolicach 500 dziennie. Prawda, że jesteśmy wielcy? XD</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/51181.html</comments>
  <lj:music>Lion King &amp; Sister Act soundtracks</lj:music>
  <media:title type="plain">Lion King &amp; Sister Act soundtracks</media:title>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>3</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/50887.html</guid>
  <pubDate>Fri, 01 Apr 2005 15:17:59 GMT</pubDate>
  <title>A po licha mi temat? XD</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/50887.html</link>
  <description>Melduję posłusznie, obywatele, że jest mi lepiej, więc więcej marudzenia w najbliższym czasie nie będzie! Cieszycie się?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;*pokazuje plakietkę z napisem &quot;oklaski&quot;, żeby publiczność wiedziała, jak się zachować*&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż marudzić powinnam chociażby na Lany Poniedziałek, w który to zamiast na planowaną wycieczkę do Kampinosu, wybrałam się na nieplanowaną - do lekarza. I teraz obżeram się antybiotykiem licząc na to, że ten dla odmiany pomoże (bo poprzedni był do kitu). Czy lekarstwa mogą wpływać na samopoczucie? (znaczy, wiem że mogą, ale nie wiem, czy to konkretne też). Bo jeśli tak, to znam winowajcę moich ostatnich wyczynów z gatunku &quot;nie zbliżać się, bo pogryzę!&quot;. A gryzłam wszystkich naokoło, od znajomych, przez rodziców, do opiekuna na studiach (biedactwa...). Następnym razem napiszę sobie na czole &quot;Jestem chora i zła. Nie podchodzić bez szczepień ochronnych!&quot;, to może wszyscy uciekną, zanim coś im zrobię :P &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mnie, ^$^%#^, przez to wszystko wycieczka ominęła, buuuuuu! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;*pokazuje plakietkę z napisem &quot;uuuuuuuuuu&quot;*&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz czas na coś bardziej optymistycznegoo. Czyli: łiiiii, a my mamy stronkę! Zapewne pisałam już kiedys (a może nie?), że nasze kochane wszechbiblijne forum w którymś momencie zaczęło być coraz mniej aktuywne, więc, żeby to zmienić, postanowiliśmy dobudować do niego nową &lt;a href=&quot;http://anime.wszechbiblia.net&quot;&gt;stronkę&lt;/a&gt;. Nie pisałam? To już piszę! I proszę o aplauz, bo mamy już recenzji sztuk 302 (tak, tam w środku jest zero!), layout wyglądający przyzwoicie (kochana konkurencja zrobiła! ^^ Wiwat Azunime!) i oglądalność rosnącą z miesiąca na miesiąc. Plus coraz więcej nowych osób na forum ^.^V Wygląda na to, że nawet, jeśli nie jesteśmy najwięksi w Polsce, to i tak będziemy się liczyć. Nawet, jeśli pewien pan na M., redaktor pewnego mangowo-animowego pisemka (a ostanio nawet dwóch) nawyzywał nas gdzieś od dwunastolatków. Szkoda, ze nie odważył się napisać tego NAM. Dlaczego mam wrażenie, że ktoś tu się boi konkurencji? XD&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś wpadliśmy na nowy, rewolucyjny pomysł!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;*pokazuje plakietkę z napisem &quot;APLAUZ!&quot;*&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż doszliśmy do wniosku, że pod żadnym pozorem nie warto nastawiać się na starszych czytelników, skoro taki potencjał drzemie w młodszych miłośnikach anime. Zgodnie z nowym planem, obejmujący promowanie takich tytułów, jak Pokemon, Beyblade i Yu-Gi-Oh, mamy od dzić nowy layoput (prawda, że ten żółty Pikachu z boku wygląda znakomicie?), nowy layout fundnęliśmy również forum. Na zachętę dla nowych użytkowników większość starych wyjadaczy zmieniła również avatarki: prawda, że mój jest wyjątkowej urody?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align=&quot;center&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://serika_chan.w.interia.pl/28.gif&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem pełna nadziei, że po tym zabiegu nasza oglądalność wzrośnie co najmniej dwukrotnie! Wiwat Wszechbiblia Pokemon! Nie pozwólmy gnębić pogardzanych fanów kultury masowej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;*pokazuje plakietkę z napisem &quot;APLAUZ DO KWADRATU!&quot;*&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uffff... Lepiej mi dzisiaj zdecydowanie (a może gorzej? XD) I tym optymistycznym akcentem kończę walić w klawiaturę, aby iść na kolejną w tym tygodniu sesję. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Czy ja już wspominałam, że mam we wtorek kolokwium, a zupełnie nie mam sie kiedy uczyć?! _^_&lt;br /&gt;PS2. Jestem dumna ze swojej recenzji Violinista! XD O, &lt;a href=&quot;http://www.wanime.pro24.pl/strony/anime/310&quot;&gt;tutaj&lt;/a&gt; jest :P</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/50887.html</comments>
  <lj:mood>excited</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>6</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/50625.html</guid>
  <pubDate>Sat, 26 Mar 2005 10:49:03 GMT</pubDate>
  <title>Bu kolejne. Niech mnie ktoś kopnie...</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/50625.html</link>
  <description>Ha! Jest prawie południe, a ja siedzę w piżamce. Fajnie? Nie fajnie, zaraz mnie szlag trafi, bo łazienka jest sprzątana i nijak nie mogę się do niej dopchać... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ot, cały urok wiosenno-świątecznych porządków. Okna już umyte, mój pokój lśni (przynajmniej z wierzchu... Dzięki bogom nikomu nie przyszło go głowy zajrzeć do szuflad, z których rozmaite papierzyska czy inne pudełka po komórkach i myszkach aż sie wysypują), w kuchni mamie zebrało się ni stąd, ni z owąd na przesadzanie kwiatków (dlaczego dzisiaj?!), przedpokój jest właśnie odkurzany... Moment, przecież osobiście odkurzałam go wczoraj! Jakaś paranoja... ^^&apos;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy tylko ja mam daleko posuniętą alergię na wszelkie tak zwane &quot;święta rodzinne&quot;? Ja wiem, że to teoretycznie bardzo miłe, kiedy cała rodzina nagle ma trochę czasu, żeby pobyć sobie razem, chociażby żeby razem posprzątać, a potem zjeść wspólny posiłek... Tylko dlaczego, do licha, nieodmiennie prowadzi to do awantur? Bo świąt bez przynajmniej jednej kłótni nie pamiętam, jak żyję... Ja zawsze mam wrażenie, że ten dom robi się nagle dużo za mały, kiedy wszyscy lokatorzy zbiorą się w nim na raz, i co gorsza próbują coś robić. Obijanie się o siebie jest dość irytujące. Wysuchiwanie &quot;a dlaczego to jest jeszcze nie zrobione?!&quot; również.&lt;br /&gt;Chyba właśnie doszłam do wniosku, że nie dość, że jestem aspołeczna, to jeszcze antyrodzinna. _^_&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą tak patrzę przez okno, zachwycam się pogodą... I nijak nie mogę zrozumieć, dlaczego akurat teraz łapię doła. No dobra, nie teraz, parę dni temu, ale to się tak idealnie pokryło z poprawą pogody, że jeszcze chwila, a perfidnie na pogodę zwalę - bo nie mam na co. Ja już czasem tak mam, że z zupełnie niewiadomych przyczyn każdy drobiazg wkurza mnie niepomiernie, jak ktoś pechowy podejdzie, to gryzę, a już nie daj Boże ktoś mi powie coś nieprzyjemnego... Bez względu na to, jak bezsensowny byłby to drobiazg, dla mnie urasta w tym momencie do tragedii życiowej. Śmieszna jestem. I właśnie dlatego przez parę dni omijałam Herbaciarnię szerokim łukiem, chociaż piekielnie ciągnęło mnie do ludzi, bo gdybym tam weszła, dopóki TO by mi nie przeszło przynajmniej w pewnym stopniu, zapewne powiedziałabym coś, czego potem bardzo bym żałowała... A po co? &lt;br /&gt;W zamian za to chyba wyżywam się w domu. Super, po prostu super...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bu. Ja nie powinnam pisać takich notek. Diagnoza: ekshibicjonistka _^_&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(przynajmiej nie cierpię na &quot;Dysonans Poznawczy&quot;, charakteryzujący fanów cyberpunka XD Rozbrajające, jak często używają oni tego pojęcia uważając, że są wybitnymi intelektualistami).</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/50625.html</comments>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>0</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/49942.html</guid>
  <pubDate>Sat, 19 Mar 2005 12:18:27 GMT</pubDate>
  <title>Bu... T_T (czyli dziecko marudzi, ratuj się, kto może)</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/49942.html</link>
  <description>Wczoraj jedna z koleżanek z forum zapowiedziała, że odchodzi. Dlaczego? Bo skład się zmienił, pozostały osoby, których albo nie zna, albo nie lubi. Abstrahując od koleżanki, która zapewne miała jeszcze parę innych powodów, doszłam do wniosku, że gdyby mi ni stad, ni zowąd przyszło do głowy wynieść się z forum, tak na dobre, naprawdę niewiele osób by to zauważyło. &lt;br /&gt;Ze starego składu - tego, z którym szalałam na wyprawie po klejnoty i w rozmaitych organizacjach, zostało tylko kilka osób... Ja, Avellana, może Zeg. Reszta albo już dawno na forum nie zagląda, albo zagląda, czyta - i nie pisze, bo nie ma ochoty albo pomysłów. Znudziło się? Pewnie tak. Teoretycznie wciąż dzieje się całkiem sporo - ale ja jakoś nie potrafię przywiązać się do &quot;nowego&quot; składu tak bardzo, jak wtedy. To już po prostu nie to samo. Pewnie cierpię na dokładnie temn sam syndrom, co wszyscy inni - znudziło się - ale chyba nie do końca... Bo ja mam okropną ochotę coś znowu popisać, najlepiej mocno zakręconego, powygłupiać się w forumowej filii Herbaciarni i w ogóle przypomnieć sobie &quot;stare, dobre czasy&quot; - tylko, że do tego koniecznie i nieodwołalnie potrzebuję starego składu. Ja wiem, że to jest bez sensu! Ale chyba nic na to nie poradzę. &lt;br /&gt;Swoją drogą ciekawe, czy i kogo w ogóle dałoby się namówić teraz na questa? Pewnie nikogo, jak znam życie... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą na blogach jest zaskakująco podobnie. W sumie fakt, że piszę tu &quot;już&quot; drugą notkę w ciągu ostatnich kilku dni, jest tylko i wyłącznie zasługą Miyaczka, który napisał o tym... i coś mnie tknęło. Bo ja też tęsknię za czasami, kiedy to uzależniona byłam kompletnie od latania po całej masie bloczków, a moje notki miały po kilkanaście komentarzy. I co? Znudziło się. Wszystkim. Albo może było tego za dużo i zaczęłam się za bardzo ograniczać? Myślę, że jedno i drugie. Bo rzeczywiście w momencie, gdy przestawałam pisać bloga, powstawał on już wyłącznie z myślą o czytelnikach. Nie, nie był &quot;zafałszowany&quot;, po prostu za bardzo przegięty pod względem formy, żebym naprawdę czuła, że wyrażam w nim siebie. Mam dziwne wrażenie, że gdyby ktoś ze &quot;starych&quot; bywalców mojego bloczka zobaczył tę notkę, pierwszą myślą byłoby &quot;Kim jesteś i co zrobiłaś z Seriką?!&quot;. A ja wbrew wszelkim pozorom w życiu nie tylko się wygłupiam - chociaż kiedyś pisanie z przymrużeniem oka nawet o sprawach, którymi się przejmowałam sprawiało, że jakoś łatwiej mi było dojść do ładu ze sobą. Może powinnam znowu zacząć - ale na pewno nie będę na siłę pisać humorystycznych notek, jeśli akurat nie mam na to ochoty. Chociaż diabli wiedzą, co dziecku może przyjść do głowy :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ramach pisania, co sie dzieje, ja tylko wywieszę tu ogłoszenie: &quot;Nie mam czasu!&quot; Ja nie robię w sumie nic kontruktywnego... Ale na przykład  tym tygodniu: w środę poszłyśmy z Bianką na pizzę i tyle, jeśli chodzi o wieczór. W czwartek siedziałam sobie u Avellany. Wczoraj grałam. Co jeśli weźmiemy pod uwagę, że z zakładu z reguły wracam po południu, a jeszcze wypadałoby czasem wyjść z psem, powoduje, ze praktycznie cały dzień mam zajęty. I dobrze, przynajmiej nie mam prawa narzekać, że jestem biedna, niekochana i samotna :P Przynajmniej teoretycznie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą wygląda na to, że chyba kroją mi się kolejne &quot;stałe sesje&quot;. Bodajże w środę, o godzinie ósmej rano, doznałam niezłego szoku, ponieważ zadzwonił do mnie mój stary MG, z którym kontakt urwał mi się wieki temu... Bo jakoś tak wyszło, ja zmieniłam maila i w ogóle podobno nieźle sie nakombinował, żeby znaleźć do mnie jakiś kontakt. Jedna z osób, za którymi się stęskniłam :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna, bo jest tego całkiem sporo... Ja nie wiem, jak to się dzieje, że mam wyjątkowy talent do tracenia kontaktu ze znajomymi - i to nawet bardzo dobrymi znajomymi. Ja nie przywiązuję się do ludzi na tyle, żeby bardzo przeżyć rozstanie z kimś - chyba, że najdzie mnie taka melancholijna faza jak dzisiaj... Ale mimo wszystko to niesamowite, jakim cudem udało mi się stracić kontakt ze wszystkimi (!) znajomymi zarówno z podstawówki, jak i z liceum. O jedynej osobie, którą kiedyś nazywałam przyjaciółką nie wspominajac, ale to akurat była decyzja świadoma i w sumie nie żałuję - zdecydowanie za bardzo uzależniłam się wtedy od osoby, która nieszczególnie na to zasługiwała. [swoją drogą, ja chyba naprawdę mam jakieś problemy ze stosunkami międzyludzkimi - kupę znajomych mogę mieć, byle nie dalej -.-] Z innymi jakoś tak to się rozpełzło... Niedobrze, bardzo niedobrze to świadczy o mnie, tym bardziej, że zazwyczaj po prostu o tym nie myślę. Było, nie ma, tyle. Tylko czasem jestem ciekawa, co się z nimi właściwie dzieje... I będę nadal, bo zapewne nie zmuszę się, żeby się do kogokolwiek odezwać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bogowie... Ta notka zdecydowanie nie powinna pójść na normalnego bloga... W sumie to na żadnego bloga. Ale jak już pisałam - ja mam dzisiaj dziwny dzień.I co mi tam, dzięki bogom i tak nikt już mnie nie czyta. Leci.</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/49942.html</comments>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>2</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/49788.html</guid>
  <pubDate>Tue, 15 Mar 2005 18:18:32 GMT</pubDate>
  <title>Z dokładnością atomowej sekundy globalnej wyruszyliśmy ratować świat....</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/49788.html</link>
  <description>Siedzę i siedzę, myślę i myślę, coby tu porobić i nagle przychodzi mi do głowy taka myśl: &quot;a może by coś napisać?&quot; Nic szczególnego w gruncie rzeczy, prawda? Ale w moim przypadku należy się temu dziwić i natychmiast zatrzymać to ulotne uczucie, żeby gdzieś nie nawiało, bo potem znowu będę je ścigać przez pół roku... Na forum nie ma żadnego questa, na który miałabym ochotę, o istnieniu bloga niemalże zapomniałam, a generalnie mam wrażenie, że jeszcze chwila, a zapomnę zupełnie jak się pisze i zostanę wtórną analfabetką. Świetlana przyszłość mnie czeka, nie ma co...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Miałam pisać... I figa, bo właśnie koleżanka ścignęła na gadulcu, żebym przejrzała wyniki doświadczenia i wpadła na jakiś genialny pomysł, jakby tu je zinterpretować... Napisałam jej, że wyglądają bezsensownie i żeby dokładnie to napisała. Ciekawe, co można dostać za taki opis? _^_]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stan permanentnego rozleniwienia towarzyszy mi od dłuższego czasu i aż dziw, ze jeszcze nie zasnęłam gdzieś w kąciku na dobre (to znaczy na miesiąc czy dwa). Bo śnięta chodzę, jakbym zaczęła ulegać hibernacji - co przy obecnej pogodzie, ślicznej, cieplutkiej i bardzo mokrej, byłoby delikatnie mówiąc nie na czasie. Zapewne wykazuje to jakąś korelację z faktem, że ostatnio z różnych względów ciągle mam na 8, którą to porę uważam za szczyt barbarzyństwa, ale udajmy, że nie marudzę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzięki bogom przynajmniej czasu na lenistwo mam ostatnio pod dostatkiem, jeśli nie w nadmiarze. Sesja skończyła się dla mnie średnio pomyślnie - bo 4,63 z pierwszego semestru nie satysfakcjonuje kujona i tyle - ale za to teraz mam z głowy wszelkie paskudne enzymatyki i jeszcze bardziej paskudne prezentacje z botaniki, i mogę zająć się... No właśnie, czym? Tym co zwykle, czyli nie podejmowaniem prób odwyku od netu _^_&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie to nie bardzo mam o czym pisać... Ale spróbujmy na przykład donieśc światu (który przestał tu zaglądać i lepiej dla niego), co dziecko na przykład ogląda... Violinist of Hameln ogląda, coby recenzję na &lt;a href=&quot;http://anime.wszechbiblia.net&quot;&gt;Wszechbiblię&lt;/a&gt; napisać, i bawi sie przy tym rewelacyjnie - przewidując z 90% pewnością, co będzie dalej, i już projektujac ową recenzję... Bo tak skopanego fantasy nie tylko jeszcze nigdy nie widziałam, ale nawet nie czytałam! Pospoilerujmy trochę, dobrze? Na północy jest sobie Królestwo Zła, w związku z czym Królestwo dobra znajduje się zapewne na południu, bo niby gdzie. Standardowo, ale zgoda. 15 lat temu odbyła się Wielka Wojna, podczas której bardzo dzielna dobra królowa uwięziła władcę demonów w Puszce Pandory (czy jakoś tak), a następnie postawiła barierę zamieniającą stwory zła w kamień. Uffff... Powiedzmy, że przeżyjemy. A teraz tak: w pewnej wiosce mieszka chłopak, któremu nagle wyrasta z czoła róg. Fajnie, zaczynamy kojarzyć fakty? Oczywiście przydałaby się jeszcze główna bohaterka, więc chłopak ma przyjaciółkę. Też fajnie. Do wioski przybywa posłaniec, zostaje zaatakowany przez potwory i ranny rzęzi coś o jakiejś księżniczce. Coś mi zaczyna świtać... Ale no ludzie, przecież to nie może być takie oczywiste! Prawda? Nieprawda! Flute okazuje się księżniczką, która ma Uratować Świat, jej przyjaciel Hameln potrafi grać magiczną muzykę zabijającą potwory (na czymś nazywanym skrzypcami, a wielkości co najmiej wiolonczeli), wioska zostaje zaatakowana przez paskudnego stworka, jest Bardzo Dramatycznie, w końcu w niezwykle wzniosłej scenie mieszkańcy stworka pokonując (w domyśle: nie przeżywają tego, rzecz jasna), a nasi bardzo dzielni bohaterowie wyruszają do stolicy, coby ten świat uratować. Zgadnijcie, ile streściłam? Pół serii? Skąd, to były pierwsze dwa odcinki! Trzeci odcinek również mnie nie zawiódł, albowiem dzięki kolejnemu Cudownemu Zbiegowi Okoliczności nasz bohater poznaje swojego Przyjaciela z Dzieciństwa (wspominałam, że Hameln, also known as dziedzic królestwa ciemności, ma amnezję? nie? a nie domyśliliście się!? XD). I tak dalej... Chała rzadka, grafika przypomina pokaz sklajdów (stopklatka. kilka sekund. stopklatka...), a bohaterowie zajmują się głównie gapieniem z głupimi minami na to, co się dzieje i odgrywaniem zespołu Downa. Doprawdy coś pięknego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pocieszenie wyciągnęłam od Avellany Irresponsible Captain Tylor, którego kawałki widziałam na Sylwestrze i podobnie jak wszyscy pozostali, którzy je widzieli, zapałałam do tej serii miłością od pierwszego wejrzenia (biedna seria). Pisk! Ale to za 7 odcinków Hamelna, będę twarda!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przynajmniej oglądać mam na czym... A w sobotę nie byłam wcale tego taka pewna, bo moje kochane maleństwo ni stąd, ni zowąd zaczęło się resetować co 5 minut (albo i częściej). Wirus? Diabli wiedzą, przeskanować go nie zdążę! W którymś momencie jednak kurczowo trzymający się życia komputerek zakomunikował o błedach, &quot;powrócił do poprzedniej konfiguracji&quot; i działał prze bite pół godziny, co pozwoliło mi się przekonać, że żadne drobnoustroje się w nim nie pałętają. Bu! Jakby były, tobym wytłukła, a tak to maleństwo zachorowało chyba na dobre... Przejrzałam net - może zasilacz? Kumpel Siostry również obstawiał zasilacz, więc wpadłam na genialny w swojej prostocie pomysł, żeby wymienić i zobaczyć, co będzie. W tym celu należało zawrócić bezczelnie głowę znajomej informatyczce, która szczęśliwym trafem zapasowy posiadała, ściągnąć ją na miejsce pod pretekstem &quot;ja nie umiem sama wymieniiiić&quot; (tak na wszelki wypadek), wymienić... Działa! ^.^v Zadowolona po raz kolejny zamieniłam podpięte pod net komputery (bo swoje maleństwo zastąpiłam sześcioletnim, równie kochanym gracikiem), a po godzinie czy dwóch zauważyłam, że temu bydlakowi nie chodzi wiatraczek... Grrrrr! Zasilacz został rozkręcony (tymi ręcami!), obejrzany, kabelek od wiatraczka przyuważony - i co? I nic, bo niby gdzie ja mam drania podpiąć, jeśli na płycie głównej miejsce owszem jest, ale panoszy się tam wiatraczek od procesora? jeszcze się w niedzielę na gieldę tłukłam bo rozgałęziacz, taki śmieszny, malutki kabelek podpinany do płyty. 10 złotych ze mnie zdarli za 10 cm druty, lichwiarze! - -&quot; Ale maleństwo chodzi i ma się dobrez (poza tym, że wiatraczek w nowym zasilaczu nie spełnia absolutnie żadnych norm, jeśli chodzi o poziom decybeli), a ja przy najbliższej okazji muszę wyściskać Biankę :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Teraz z uwag ogólnych:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- weźcie mnie kopnijcie, nic mi się nie chce! T___T&lt;br /&gt;- i wiem, że ta notka jest nieskładna i fatalna stylistycznie, ale słowo daję, zapomniałam, jak się pisze!&lt;br /&gt;- może następnym razem nagły, niekontrolowany przypływ weny spożytkuję na jakąś postać do Warowni?&lt;br /&gt;- albo lepiej recenzję... Jakbym tylko miała akurat co recenzować.&lt;br /&gt;- w moim zakładzie ktoś zainstalował gadulca... I jeszcze nikt nie zrobił za to awantury! Winna się nie czuję, jako że to nie ja, ale za to perfidnie korzystam - przynajmniej do czasu, aż ktoś, jak w każdym normalnym miejscu pracy uzna, że to nielegalne i niedozwolone.&lt;br /&gt;- ale nie uzna, u nas zawsze było luźno :P&lt;br /&gt;- od tak dawna nie miałam doła, że aż się o siebie boję... Albo chodzę śnięta, albo na fazie, tak na zmianę. Normalnie moja osobowość maniakalno-depresyjna ewoluuje! Chyba, że czeka na jakiś dobry moment, żeby poczęstować mnie dołem stulecia _^_&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co? I kompletnie nie ma o czym pisać, bu!&lt;br /&gt;Idę z psem, a potem patrzeć, jak mój ulubiony Hameln Odkrywa Swoje Przeznaczenie (koniecznie z wielkiej litery XD).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PS.&lt;/b&gt; Temat notki to a propos kiepskich fantasy, oczywiście. Ale kto mi powie, z czego to cytat, wygrywa Cinquecento!</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/49788.html</comments>
  <lj:mood>content</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>8</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/49289.html</guid>
  <pubDate>Sun, 28 Nov 2004 16:12:18 GMT</pubDate>
  <title>Nie chce mi się pisać _^_</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/49289.html</link>
  <description>Ale i tak nic ciekawego się nie dzieje, więc co za różnica?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak, zeby mi gdzieś link nie uciekł: &lt;a href=&quot;http://www.deviantart.com/view/12639752/&quot;&gt; Uwielbiam łapać kiribany ^.^v &lt;/a&gt; Nadal zjeżdżam z krzesła, jak na to patrzę XD</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/49289.html</comments>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>1</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/49105.html</guid>
  <pubDate>Mon, 30 Aug 2004 10:05:26 GMT</pubDate>
  <title>Wdech, wydech...</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/49105.html</link>
  <description>CELUJĄCY!!! I prawdopodobnie będzie publikacja z tej mojej pracy, strasznie się nią zachwycali O.o</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/49105.html</comments>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>14</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/48780.html</guid>
  <pubDate>Mon, 30 Aug 2004 08:06:51 GMT</pubDate>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/48780.html</link>
  <description>Raz... Dwa.. Trzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja się boję... T____T Do jedenastej jeszcze godzina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jak dobrze pójdzie, następny wpis będzie wklepywany przez osobę z wykształceniem wyższym. O ile tego naprawdę nie da się oblać...</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/48780.html</comments>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>0</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/48544.html</guid>
  <pubDate>Fri, 27 Aug 2004 12:56:17 GMT</pubDate>
  <title>Jak mi się nie chce...</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/48544.html</link>
  <description>Jak mi się nie chce... Jak mi się, do licha, nic nie chce!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przynajmniej wygląda na to, że skończyłam sobie ściągać materiały - i wiem mniej-więcej, o co chodzi z tą cholerną zmianą płci u drożdży... MNIEJ-WIĘCEJ. Od poniedziałku próbowałam do tego dojść! Teraz wystarczy przeczytać jeszcze kilka artykułów (słowo daję, drugi licencjat dałoby się z tego wykroić), zrobić notatki i łiiii... Przejść do pytania numer dwa. Super, ciekawe, jakim cudem się z tym wyrobię? Przynajmniej w tym drugim mniej-więcej wiem, o co chodzi... I materiały mam pościągane (mam nadzieję, że wystarczą...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czarno to widzę, oj czarno...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale za to od wtorku mam wakacje! ^.^V</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/48544.html</comments>
  <lj:mood>lazy</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>0</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/48331.html</guid>
  <pubDate>Sat, 21 Aug 2004 22:39:45 GMT</pubDate>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/48331.html</link>
  <description>Dziecko wróciło. Miało fazę i stwierdza, że było za krótko. Bu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jestem hepi! ^___^ (przejdzie mi, jak pomyślę o tej cholernej obronie...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Nauczyłam się pływać! ^.^V&lt;br /&gt;PPS. Grafomańska twórczość (przepraszam, tfurczość) pana Salvatora rzuca się na móxg. Ale ma się po tym takie genialne jazdy!...</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/48331.html</comments>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>5</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/47971.html</guid>
  <pubDate>Wed, 11 Aug 2004 08:05:19 GMT</pubDate>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/47971.html</link>
  <description>Spakowana. I już mnie nie ma. Ibrona 30 sierpnia, będę się nią martwić, jak wrócę! ^.^V</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/47971.html</comments>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>0</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/47211.html</guid>
  <pubDate>Wed, 04 Aug 2004 15:53:09 GMT</pubDate>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/47211.html</link>
  <description>Co jest lepsze - zostać zabitym przez własną matkę, czy przez Avellanę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyli: praca wymaga poprawek tak na jedno popołudnie. Jakieś stylistyczne i gdzieś referencji brakuje. Nic nie trzeba przesuwac/dopisywć/zmieniać, ogólnie podobno &quot;wyszła mi bardzo fajnie&quot;. Mam się cieszyć, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zwiazku z tym promotorka stwierdziła, że byłoby najlepiej, gdybym broniła isę w przyszłym tygodniu... Tak na przykład w piątek. Co przekłada się na to, że straciłabym praktycznie całą najlepszą część wyjazdu, bo na drugi tydzień zostaje tylko kilka osób... Kurczę, zbierałam kasę przez pół roku po to, żeby nie pojechać? :/ (nie wspominając o tym, ze chyba by mi poważną krzywdę zrobili... I tak ostatnio było &quot;jadę, nie jadę, jadę, nie jadę&quot;...) Powiedziałam, że mimo wszystko wolę po wyjeździe... Pal sześć obronę. Nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam... Profesora nie będzie, więc musiałabym załatwić innego przewodniczącego komisji, w ogóle recenzent będzie dopiero w poniedziałek (więc kawałek wyjazdu i tak szlag trafi), muszę wszystko pozałatwiać... A matka, jak wróci z pracy, posieka mnie na kawaki i ugotuje w potrawce, bo jak ja w ogóle śmiem pomyśleć o tym, żeby przekładać obronę przez jakiś głupi wyjazd. Zapewne ma rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Genialny pomysł mojego taty: &quot;a nie mozesz wyjechać, wrócić, obronić się i pojechać z powrotem?&quot;. 1. kto mi pociągi sfinansuje, przeciez i tak mam tę kasę na styk? (uwaga, uwaga, sama finansuję sobie wakacje! o ile pojadę - -&quot;) , 2. a kiedy ja się nauczę!?&lt;br /&gt;PS2. A może zabiję się sama i oszczędzę wszystkim kłopotów?</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/47211.html</comments>
  <lj:mood>depressed</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>2</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/45296.html</guid>
  <pubDate>Sat, 03 Apr 2004 18:48:51 GMT</pubDate>
  <title>Wiosna będzie nasza! Czyli notka na bloga, tak dla odmiany.</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/45296.html</link>
  <description>Ugh... Wypadałoby coś napisać, nie? W sumie tak naprawdę skłania mnie do tego głównie bliska perspektywa skasowania Bogom ducha (jakiego ducha?!) winnego bloga w ramach kary za nieużywanie. Jego wina? Jego?! Nie jego przecież, tylko tego paskudnego lenia, któremu nie chce się pisać! Zresztą nie tylko na bloga mu się nie chce - na forum mu się nie chce, recenzji na stronkę mu się nie chce, licencjatu mu się nie chce... Z tym ostatnim będzie jazda, jeśli się NATYCHMAST nie wezmę za robotę. Ale ćśśś! W każdym razie zamiast rozpatywać kwestię tego, ile czasu powinno zajmować napisanie licencjatu, a ile mi zostało do końca maja, wolę ponarzekać na okrucieństwo zarzadzających serwerem blog.pl. Prawda, że słuszny wybór? :&amp;gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe, czy z napisaniem notki jakoś wiąże się fakt, ze wszystko naokoło budzi się do życia, więc może blog też powinien? Sen zimowy przerobił solidny, nawet te drobne przerwy na przekąskę w postaci krótkiej notki tego nie mogły zmienić. Wyspany i gotowy na podbój świata! &lt;br /&gt;*Przygląda się przez chwilę blogowi*&lt;br /&gt;No, gotowy jak gotowy...&lt;br /&gt;*Szczotką na długim, długim kiju bierze sie za likwidownie dwucentymetrowewj warstwy kurzu*&lt;br /&gt;Lepiej! Tylko dlaczego on jest różowy?! O.o Przepraszam, wrzosowy, wrzosowy... Powtarzajcie za mną: &quot;wrzo-so-wy&quot;! Prawie zapomniałam, jaki mam lay... ^^&quot;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co teraz? Ktoś mi chyba powinien przypomnieć, jak się notki pisze. I nie, nie ta szurnięta dwójka, która się swego czasu po bloczku plątała, a już tym bardziej banda wariatów zwana Bogami Chaosu...&lt;br /&gt;(- Ekh? - odezwało się coś z góry i zostało perfidnie zignorowane)&lt;br /&gt;...chociaż sprzyjają mi aż miło i średnia wygląda bardzo przyzwoicie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz, zaraz... Co ja miałam?... To może będzie notka jednodniowa na rozgrzewkę, coby krótko i zwięźle było i autorka zakwasów mentalnych nie dostała od nadmiernej aktywności (pseudo)umysłowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hasło na dziś: UMIERAM! *pada trupem na klawiaturę*&lt;br /&gt;Hasło na jutro: JA SIĘ NIE RUSZĘ!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wniosek? Wygonili Serikę na działkę, żeby ruszyła tłuściutki tyłeczek i powycinała krzaczory. Nie dość, że te potwory, które nazywają siebie moimi rodzicami (ja im nie wierzę! ja nie jestem *aż tak* szurnięta!) obudzili mnie o wczesnej godzinie porannej, o świcie niemalże (ósma to jest pora barbarzyńska i nikt mnie nie przekona, ze jest inaczej!), to jeszcze zamiast latania z sekatorem, na które byłam przygotowana psychicznie, zafundowali ognisko. Fajnie, nie? Fajnie! Fajne było zwłaszcza wywlekanie ściętych drzewek różnej wielkości ze sterty wyższej ode mnie (pozostałośc po wycinaniu badziewia z zeszłego tygodnia i z ubiegłego roku) i łamanie ich na kawałki odpowiedniej wielkości... Nie pytajcie jak... ^^&quot;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***PRZERWA KOMERCYJNA***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Kazali Ci złamać badyl? Nie masz siły? Poddajesz się? Oto coś dla Ciebie! &lt;br /&gt;Uniwersalny Łamacz patyków, gałęzi i pni firmy HOP! rozwiąże problem szybko i skutecznie! To zadziwiająco proste urządzenie dokonuje cudów!&lt;br /&gt;Wystarczy położyć Uniwersalny Łamacz na ziemi, na nim umieścić obiekt naszych problemów i... HOP!&lt;br /&gt;*Na ekranie ukazuje się Serika i jej kuzynka, szczerzące niezwykle szczęsliwe mordki i wykonujące malownicze skoki na badyle umieszczone na innych badylach* &lt;br /&gt;(Drobnym druczkiem: &quot;Przeciwskazania: skłonności do lądowania na pysku i wybijania sobie zębów. Zwłaszcza przednich.&quot;)&lt;/div&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***TO BYŁA REKLAMA***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*Tu powinna być jeszcze przerwa na rozważania ligwistyczne o znaczeniu, czy raczej jego braku, słowa &quot;fajnie&quot;. Ale nie będzie, precz z prawidłowym stylem pisania!*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą odkryliśmy rzecz zadziwiającą... Jeśli jest Ci zimno - rozpal ognisko! Nie przyjmuję do wiadomości stwierdzenia, że prawdę tę znano już parę tysięcy lat temu. My odkryliśmy ją dziś na nowo i będziemy rozpowszechniać! Moja kuzynka musiała dość dziwnie wyglądać, paradując w krótkim rękawku, gdy na dworze było zzzzzimno i do tego z wiatrzyskiem, żeby nie było lekko, ale liczy sie oryginalność! W urozmaicaniu swojego imidżu i tak najdalej posunął się tata, nadpalając sobie włosy - nową modę powinien rozpocząć, mówię Wam! Lansujemy także przyszłościowe trendy kulinarne - wegetariańskie kiełbaski z ogniska. To wcale nie takie trudne! Wystarczy przygotować chleb, ketchup, musztardę, ogórki, kijki do pieczenia kiełbasy, narobić sobie smaku, usiąść przy ognisku... I zorientować sie, że kiełbaski zostały w lodówce w domu. Chleb z ogórkiem wcale nie smakuje źle! :&amp;gt; &lt;br /&gt;Następnym razem powinniśmy chyba wypróbować coś z dziedziny sportów ekstremalnych... Nurkowanie w naszym zarośniętym wierzbami stawie? A moze futurystyczny sposób wypoczywania? Widzieliśmy taki przy drodze... Leży pijak na poboczu, na nim leży rower. Sielski, statyczny obrazek. Wpadłam na genialny pomysł, że może ktoś go przejechał, ale nie... rower byłby dalej. Pewnie przewrócił się i doszedł do wniosku, że wstawanie jest zbyt skomplikowane. Można i tak... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A propos - Siostra szwendała się wczoraj przez cały dzień (wyszła na zajęcia, miała wrócić jakoś dzisiaj), więc korzystając z okazji zrobiliśmy przemeblowanie. Fajnie zareagowała, jak jej próbowaliśmy wmówić, że przecież tak zawsze było... I ile ona wypiła?! Tak, jestem podła i mam to po moich drogich przodkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;*Wstawka optymistyczna&lt;/div&gt;*&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Życie jest piękne! Świat jest cudowny! Trawa sie zazieleniła, a drzewa mają pączki! Mam mnóstwo wolnego czasu, bo prawie wszystkie zajecia odwaliłam w pierwszej połowie semestru! Robi się coraz cieplej! I mam Mutant Draika na Neopetsach! (nie, ja wcale ale to wcale nie bawię się w dziwne rzeczy...)&lt;/div&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;*Koniec wstawki*&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co tak patrzycie, miałam ochotę to napisać! ^___^ I tym optymistycznym akcentem kończę notkę. Zobaczymy, czy i kiedy będę miała ochotę na następną... ^^&quot;</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/45296.html</comments>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>2</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/44814.html</guid>
  <pubDate>Tue, 02 Mar 2004 22:17:52 GMT</pubDate>
  <title>*_________*</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/44814.html</link>
  <description>A ja mam kompuuuuteeeer... A ja mam kompuuuteeer! *___*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tyle na dziś. Wczoraj do północy Martin składał bydlaka i instalował mu różne bardziewie w stylu windowsów - czy ja wspominałam, że POTRZEBUJĘ tekstowego linuxa? Czy ja wspominałam, że mam antyvira i neopetsy mi się buntują? &amp;lt;- grrrrrr... i to te najbardziej punktogenne bajerki &amp;gt;_&amp;lt; W każdym razie potem wypadało kolegę odwieźć, raptem 80 kilometrów w jedną stronę - i dlatego noc jeszcze młoda, a ja dziś padam z nóg. A moze dlatego, ze cały dzień istalowałam dalszy ciąg badziwia w stylu &quot;to gadu-gadu nie działa z dodatkowymi opcjami, a na tym nie chodzi skórka&quot;. Załamać sie można...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A, i jeszcze przy okazji wymontowywania nagrywarki ze starego kompa coś się rozłączyło i zamist działać, wydaje dłuuugi pisk. Szkoda, ze nie sprawdziliśmy wczoraj, czy działa - a ja nie czuję się na siłach, zeby mu grzebać w kabelkach (zakładam, że odkurzanie mu nie zaszkodziło - co złego, to nie ja!! :P)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zieeeeeeeeeeeeeeew...</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/44814.html</comments>
  <lj:mood>tired</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>4</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/44780.html</guid>
  <pubDate>Tue, 20 Jan 2004 17:20:51 GMT</pubDate>
  <title>Melduję posłusznie...</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/44780.html</link>
  <description>że żyję. I &lt;b&gt;mam sesję&lt;/b&gt;. I &lt;b&gt;zakuwam&lt;/b&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;NIE ma mnie!!!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaliczenie z biologii molekularnej roślin za mną. Na 4+ - łiiii! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kiri:&lt;/b&gt; A zawsze rozpaczasz, jak nie masz piąteczki... Odbiło dziecku?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie odbiło. To im odbiło. Wrzucili do jednej grupy jedne z najlepszych osób na roku, a następnie zrobili krzywą Gaussa. Wiemy, co to jest? Wiemy - oceny w zależności od wyników reszty, ktoś ma piątkę, ktoś musi nie zaliczyć. Wyszło zdecydowanie dziwnie, bo o ocenie decydował zwykle 1 punkt...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale mała cholera ma rację - coś się ostatnio przestałam przejmować nauką. Co jeszcze nie znaczy, że się nie uczę - resztki instynktu samozachowawczego posiadam, ale za to przestałam zupełnie denerwować się ocenami. W ogóle przestałam się czymkolwiek przejmować!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Lucek:&lt;/b&gt; Ty powiedziałaś, ze się UCZYSZ!? Liar, liar...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inaczej... Ja PRÓBUJĘ się uczyć. To znaczy w dzień próbuję... Coś kiepsko wychodzi. W związku z moimi skłonnościami do spania do południa i marnowania czasu tak, że nie wiadomo, jakim cudem już minął dzień (w sumie nic dziwnego, skoro zaczął się o dwunastej ;P) stwierdziłam, że się poddaję. Skoro mój organizm usilnie próbuje mnie przekonać, ze jedyną słuszną porą do funkcjonowania jest noc, to nie będę protestować... Druga w nocy to też jakaś opcja, nie? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przynajmniej powyciągałam już od ludzi wszystkie brakujące notatki. A duuużo tego było. Trzeba było chodzić na wykłady - upsss... Ale tak to jest, jeśli zaczynają się o ósmej (wstawanie o szóstej i funkcjonowanie potem na tyle przytomnie, żeby po godzinie wyjść z domu jest niewykonalne!), albo mam przed nimi 2-3-godzinne okienko... Albo jeśli odbywają się akurat w środku innych zajęć i obecność wymagałaby klepsydry Hermiony - o tak, z wykładami z BMRu była zabawa! Ostatnio na wydziale łatwo było natknąć się na nieco spanikowanego trzeciorocznego dopytującego się każdego, kogo spotkał: &quot;Czy masz może notatki z BMR? A KTO MA!?&quot;. Ja zdobyłam bezczelnie po znajomości - a co! :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idę się uczyć... Przynajmniej mam dowód na to, ze wpadłam już w nastrój sesyjny po uszy - dziś śniły mi się konformacje białek! Ciekawe, co mnie czeka tej nocy - topologia DNA? Pewnie tak, jeśli dzisiaj do niej dotrę... Ugh, tyyyyle mam do zrobienia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Lucek:&lt;/b&gt; To trzeba było pacować w semestrze! Leeeeń!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba BYŁO. Teraz już za późno. A obiecywać sobie, ze będę pracować podczas następnego semestru nie będę, bo jestem realistką. Przecież to jasne, że się nie uda!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PS.&lt;/b&gt; Byłam na Władcy Pierścieni. Z książką zgadza się średnio... Ale warto iśc chociażby po to, żeby napatrzeć się na bitwy! Niektóre sceny naprawdę zapierają dech w piersiach - choćby wezwana przez Aragorna armia upiorów... Twórcy mają komputery i wiedzieli, jak ich używać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec teścik - jaaaki uroczy! (nie oszukiwałam, samo tak wyszło! Jak zwykle _^_)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href=&quot;http://www.mutedfaith.com/quiz/vq.htm&quot; target=&quot;new&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src=&quot;http://www.mutedfaith.com/images/ev.jpg&quot; border=&quot;0&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href=&quot;http://www.mutedfaith.com/quiz/vq.htm&quot; target=&quot;new&quot;&gt;What Type of Villain are You?&lt;/a&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href=&quot;http://www.mutedfaith.com&quot; target=&quot;new&quot;&gt;mutedfaith.com&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/center&gt;</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/44780.html</comments>
  <lj:mood>working</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>6</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/44313.html</guid>
  <pubDate>Tue, 06 Jan 2004 15:01:09 GMT</pubDate>
  <title>Relacja z Sylwestra będzie...</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/44313.html</link>
  <description>... jak Serika poczuje się wystarczająco dobrze, żeby ją napisać - zaanonsował dumnie Lucjusz, obśluzowując nową klawiaturę mackami.&lt;br /&gt;- J-jazda, włącz mi jakiś film i się zmywaj - mruknęła spod stosika o składzie &quot;kołdra i koc&quot; Serika. W zasadzie nie mruknęła, a wycharczała, ale kto by tam dbał o szczegóły...&lt;br /&gt;- Ale powiedziałaś, że mam napisać...&lt;br /&gt;- ODWIDZIAŁO MI SIĘ!!! - wiadomo. Jak człowiek chory, to zły.&lt;br /&gt;Rzut kapciem nie poskutkował. Drugim kapciem również. Po chwili namysłu właścicielka uznała, że rzuty pufami, o które sie opiera, zostawi sobie na później.&lt;br /&gt;- Kobieta zmienną jest - podsumował zniechęcony śkłib i wturlał się pod kaloryfer. Włączony na maxa - ciekawe, czy wysuszenie jest śmiertelne dla osmiorniczek lądowych? Bo jeśli jest tak, jak z przychodzącą do lekarza żabą...&lt;br /&gt;- Przychodszi Serika do lekarza... - zaczęła nową bajkę Kirian, której wreszcie udało się dorwać do kompa. - A lekarz na to &quot;infekcja wirusowa, faszerować się lekami, leżeć w łóżku przez tydzień i zżerać kilogramy czosnku...&lt;br /&gt;- O fuuuu... - zabrzmiało spod kalofyfera.&lt;br /&gt;- Na to nie licz... - zabrzmiało spod stosu kołdrowo-kocowego.&lt;br /&gt;- Plan działania! - zabrzmiało sprzed komputera:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. olać ćwiczenia. Bo i dziecko, które nawet mówić nie bardzo może, z nich wygonią.&lt;br /&gt;2. olać wykłady. Serika kaszle głośniej, niż wykładowcy mówią... - -&quot;&lt;br /&gt;3. zresztą nawet wożenie tyłka samochodem na uczelnię nie spełnia wymogów bezpieczeństwa (czekałam dziś na ojca 3 godziny!), więc o czym my mówimy...&lt;br /&gt;4. nadrobić zalegości w oglądaniu. Tylko coś za szybko idzie, Inuyasha już się skończył... T_T&lt;br /&gt;5. do łóżka - -&quot; Ale przynajmniej na tym nowym monitorze cokolwiek stamtąd widać...&lt;br /&gt;6. zamówić komputer. Bo Serika się wkurzyła i anulowała zamówienie w komputroniku. Nawet na maile nie byli łaskawi odpsywać... Zresztą skoro i tak nie łapię się na fakturę, to w arcomie jest przynajmniej taniej...&lt;br /&gt;7. Jasna cholera! Dziecko próbowało się uczyć i nie wiedziało, o czym czyta! A zaraz sesja... O.o&quot;&lt;br /&gt;8. za kompozycję, styl i gramatykę notki odpowidają dziś Bogowie Chaosu. Bezczele zesłali gorączkę. - -&quot;</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/44313.html</comments>
  <lj:mood>ill - -&quot;</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>1</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/44074.html</guid>
  <pubDate>Sun, 28 Dec 2003 22:43:38 GMT</pubDate>
  <title>Mam nowy lay na bloczku! :D</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/44074.html</link>
  <description>Na razie tylko na stronie głównej. Ale jest. Przykro mi, ja wiem, jak to jest mieć 600x800 i latać suwaczkiem na wszystkie strony.... Ale nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem laya z tym rysunkiem. A on jest kompletnie niewymiarowy i w żaden inny sposób na blogu umieścić go nie mogłam T_T Trudno. Za to w 1024x768 (? - nie pokręciłam?) wygląda uroczo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I TAK, WIEM, ŻE JEST RÓŻOWY!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie, nie musicie tego powtarzać. ^^&quot;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W życiu bym nie pomyślała, że zrobię sobie różowego laya ^^&quot; W zasadzie to jest jasnofioletowy, ale nie oszukujmy się - ten fiolet się różowi, aż miło. Ale NIC innego nie dało się dobrać do tego rysunku. Próbowałam! Wychodziły albo róże rasowe, albo zupełnie nie pasujące beże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale pomijając fakt, że kolor jest, jaki jest, jest ładny? Prawda? Prawda, prawda prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak o tym, czy Wam się podoba, dowiem się pewnie za kilka dni. Jestem już spakowana i za momencik idę spać. Żeby zdążyć na pociąg o 6.20 (RANO), muszę wstać gdzieś w okolicach czwartej. Ale nic to! Za 24 godziny będę już dawno w Górach Stołowych - na kilkudniowej, forumowej, sylwestrowej imprezce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ŁIIIIIIIIIII!!!!!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[cholerny blog.pl od pół godziny nie chce go pokazać T_T Trudno, idę spać, w całej okazałości zobaczę go albo jutro o piątej rano, albo za kilka dni T_T)</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/44074.html</comments>
  <lj:mood>sleepy</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>0</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/43917.html</guid>
  <pubDate>Sat, 27 Dec 2003 17:23:13 GMT</pubDate>
  <title>Blogowa, ale pocięta ;P</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/43917.html</link>
  <description>&lt;a name=&quot;cutid1&quot;&gt;&lt;/a&gt; *Serika siedzi i obskubuje nieszczęsnego, ususzonego kwiatka*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrócić...&lt;br /&gt;Nie wrócić...&lt;br /&gt;Wrócić...&lt;br /&gt;Nie wrócić...&lt;br /&gt;Wrócić...&lt;br /&gt;*Podmuch wiatru likwiduje resztę płatków, pozostawiajac ją z decyzją na tak. Z tym, że znikająca gdzieś za rogiem figurka wyraźnie wskazywała na to, że nie było to zjawisko w pełni naturalne*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrócić? Nie jestem pewna, czy już mam na to ochotę. Odpoczynku od blogów potrzebowałam zdecydowanie, ale jak długiego? Szkoda, że jak zwykle nie wiem, czego chcę ;P W każdym razie stwierdziłam, że wystukam parę słów i zobaczymy. Może się rozkręci. A jak nie, to trudno, jedno zajęcie mniej - i nikt nie będzie się zmuszał, żeby to przeczytać. Dziś bez obsady, a przynajmniej z mocno okrojoną. Wrócą, jak ich odknebluję :P &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pisałam od ponad miesiąca (no, prawie dwóch) i nawet nie bardzo mam co streszczać. Może warto wspomnieć, że pieniądze z zaległych stypendiów w końcu odzyskałam (dobre podanie plus mina biednej, nieszczęśliwej dziewczynki podziałały nawet na panie z dziekanatu). A z tego wynika, ze po licznych komplikacjach wynikających z faktu, że się nie znam i ktoś-mi-musi-toto-poskładać, jednak będę miałą nowy komputer!&lt;br /&gt;I w ten oto sposob notka tworzona jest wprawdzie na starym, ale już przy pomocy nowej klawiatury i myszki (zaszalałam, mam optyczną) i z podglądem na nowym monitorze (oj, ten to dopiero ma długą historię).&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Lucek:&lt;/b&gt; Mmmm..Mmmm... &lt;br /&gt;(*A ty tylko o jednym... Ktoś tu ostatnio twierdził, że napiszę świateczną notkę!)&lt;br /&gt;No dobra. Będzie i o świętach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święta, święta - i po świętach. Ale pomijajac różne komplikacje przedświąteczne, w tym roku było naprawdę miło. W zasadzie to pierwsza Wigilia, odkąd pamiętam, podczas której nikt się nikomu nie rzucił do gardła. Pewnie dlatego, że Mama wpadła na genialny pomysł przygotowania się do Świąt z dwutygodniowym wyprzedzeniem, dzięki czemu pierogi i bigos były z zamrażarki, a choinka... Nie, nie z ubiegłego roku. Ale pojawiła się niewiele później, jak w hipermarketach. Za to w Wigilię zawiesiliśmy się na niej cukierki i pierniczki (tak jest! pomysł ze słodyczami zdecydowanie mi się podoba :D I miło się pisze wcinając choinkowego karmelka). Żadna rodzinka dzięki Bogom się nie wcisnęła. Nie licząc Ciotki, która rano wpadła i wypadła, zostawiająć discmana dla swojej ulubienicy, Siostry, szaliczek dla Babci (&quot;Phi! Taki perkalikowy w sztachetki!&quot; - podsumowała z właściwym sobie taktem seniorka rodziny) i ignorując całą resztę domowników. Generalnie pozwoliło to na zeżarcie kolacji w porze wczesnoobiadowej (16 to według naszych standartów BARDZO wcześnie) i byczenie się do wieczora, głównie przy Centralnym Integratorze Rodziny zwanym powszechnie telewizorem (sad, but true). Odpowiednią dawkę kolęd zapewniło radio, jako, że nikt do śpiewania się specjalnie nie palił (pewnie na szczęście ;P).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy dzień Świąt upłynął pod znakiem byczenia się. Do tego stopnia, że zamist pichcić obiad, rodzice postanowili skorzystać z zaproszenia Ciotki, bo... nie chciało im się zmywać. Brrrr! Szczerze mówiąc wolałabym siedzieć w domu i zmywać przez godzinę, niż podziwiać, w jaki sposób ci wszyscy zgromadzeni tam ludzie udawali, że są dla siebie mili. Ale cóż, są miejsca, od których mnie odrzuca i tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi dzień Świąt - o tak. Tu było oryginalnie, bo na telewizję prawie się nie załapałam (pomijając &quot;Epokę lodowcową&quot; wieczorem, ale ćśśśś...). W planach była wycieczka do Kampinosu z Avellaną. Ok, wstałam rano, najęłam Tatę w charakterze transportu do centrum i jazda! Tylko dlaczego, do licha, nikt mi nie powiedział, że jedziemy na świateczne spotkanie Stołecznego Klubu Tatrzańskiego, do którego należy mama Avellany? Wzięłabym zaopatrzenie, tym, co mamy w domu, moglibyśmy wykarmić pułk piechty. Następnym razem będę wiedziała ;P W każdym razie było bardzo, bardzo miło - włącznie ze śpiewaniem kolęd (to się nadal praktykuje! O.o&quot;). No i trochę sie poruszałam, mojemu grubemu i dodatkowo wypasionemu przez Święta tyłkowi powinno to dobrze zrobić. 17 kilometrów marszu niezbyt dobrze zrobiło tylko moi nogom - wredne, wredne buciory! Na początku niby wygodne, a potem okazało się, że mam pecherze centralnie na odciskach, a w dodatku wysiada mi prawy staw biodrowy, co zowocowało pod koniec utykaniem (a co, tak mi było wygodniej ^^&quot;). Cholera, a ja byłam pewna, że mi się różnica w długości nóg wyrównała! Może ex-żółte (obecnie szarobeżowe) trapery mają moc wydobywania najgorszych cech? :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name=&quot;cutid2&quot;&gt;&lt;/a&gt;*Lucek wydaje żałosne westchnięcie zza knebla* Mmmm... Mmmmm...&lt;br /&gt;(*Doczekała się, teraz się zacznie...)&lt;br /&gt;Ano, zacznie się historyjka o tym, jak Serika kupuje sobie komputer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyobraźcie sobie blondynkę. Blondynkę, która zgodnie z określonym kolorem włosów stereotypem nie ma absolutnie żadnego pojęcia o niczym, z komputerami na czele. Komputer to coś takiego, co ma przycisk do włączania, w środku najprawdopodobniej napędzane jest chomikiem w kołowrotku (obrońcy praw zwierzat, proszę nie protestować, to tylko teoria pseudonaukowa!). Gorzej - coś takiego podobno najlepiej poskładać z częsci. Jakich - Bogowie wiedzą... &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Głos I:&lt;/b&gt; Jakich? ^^&quot;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Głos II:&lt;/b&gt; Czy ty od nas za wiele nie wymagasz? &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Głos III:&lt;/b&gt; NIE. NIE WIEDZĄ. - -&quot;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No nic. Bogowie-nie-wiedzą-jakich. Do tego celu blondynka postanowiła nająć faceta. Konkurs świadectw wygrał osobnik z najtańszą ofertą - części z hurtowni, ewentualnie koledzy z giełdy złożą. Został wytypowany z miesiąc temu i miał przedstawić proponowany kosztorys, żebym ewentualnie mogła coś pozmieniać. Czasu sporo, blondynka wrobi się przed końcem roku, kiedy to kończy się ulga podatkowa (19% piechotą nie chodzi). Na kosztorys sobie poczekała do przedświątecznego czwartku, upominając się coraz intensywniej. W końcu dostała dokładne parametry części. I coś tak blondynke podkusiło, żeby sobie posprawdzać w necie,z czym to się je. Ludzie! Ogłaszam wszem i wobec, że &lt;u&gt;nawet&lt;/u&gt; blondynki wiedzą, że procesor Athlon 1,2 GHz z płytą główną do Intela obsługującą od 2 GHz wzwyż raczej nie pójdzie! W związku z tym blondynka postanowiła podziękować panom z giełdy za współpracę i poszukać kogoś, kto dla odmiany się na tym zna. Trafiło na Martina - tani sklep internetowy, częsci zamówione... Blondynka jest szczęśliwa i już nawet zdążyła zapomieć, że w przeciągu paru ostatnich dni kilka razy udało jej się wpaść w ostrą histerię. Do czasu, bo sklep przysłał zawiadomienie, że faktury na rok 2003 wystawić nie zdąży - zamówienie anulujemy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co teraz? Blondynka wraz z rodzicami wybrała się do hipermarketu zobaczyć, czy z jego oferty nie dałoby się czegoś ciekawego wykrzesać (warto wspomnieć, że po drodze napatrzyła się tyle na parametry rozmaitych części, że blade bo blade, ale pojęcie o nich już miała). Wybrała się. I przez dwie godziny próbowała wbić  do głowy swojej mamie, która wpadła w Ciężki Szał Zakupowy, że nie, nie jest jej potrzebny komputer za 3 tysiące. I nie, monitor plazmowy za 2 tysiące również niekoniecznie. Blondynka chce zwykłą siedemnastkę, do ciężkiego licha! NErwy blondynce przez te dwie godziny zeżarło dokumentnie, ale dostała... Ale niezupełnie tak, jak planowała. Rat 0% w Media Markt już nie było, więc mamuśka nabyła za gotówkę (przy czym ciekawe, w jaki sposób blondynka miała go w takim układzie spłacać?). Ale przynamniej bez szaleństw, co to jest 800 złotych? :P&lt;br /&gt;Za to po powrocie do domu mama dostała dostała Syndromu Pozakupowego. I doszła do wniosku, że skoro aż tyle wydała, do komputera obiecanych pieniędzy już blondynce nie dołoży. A tak sie składało, że te 300 złotych było jej do szczęcia Koniecznie Potrzebne (czytaj: za to, co miała, komputera nie złoży. Chyba, że pozbiera jeszcze 3 miesiące). Oł, łel... Blondynka przysięgła sobie, że następnym razem zdecydowanie przedłoży interes swój nad interes rodziny (rozumiany jako: &quot;nie wydawać czegoś, czego nie ma&quot;), a tymczasowo wpadła w kolejną histerię. Bo jeśli ktoś stawia sprawę jasno i mówi &quot;Sorry, ale nie mogę&quot; to ok. Ale zmienianie zdania z minuty na minutę jest mocno wpieniające. Naprawdę mocno. Plus pożegnała sie z wizją nowego kompa na dobre.&lt;br /&gt;Może i lepiej? Pamietajcie! Nabywanie komputera to czysta przyjemność!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tym by się sończyła nasza opowieść, gdyby blondynka nie żyła w Domu Pełnym Niespodzianek. Ponieważ mama zmieniła zdanie po raz kolejny. I nie dość, że postanowiła dołożyć, to jeszcze oznajmiła, że monitor jest prezentem i spłacać go blondynka nie musi. Zwroty akcji niczym w thillerze! :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blondynka zamówiła części w innym, drożyszym sklepie, który z fakturami p;odobno radził sebie terminowo, resztę dokupiła na giełdzie (na przykładklawiaturę, którą właśnie katuje). I czeka, aż transport dojdzie. Szkoda, że Serika już go w tym roku nie zobaczy, bo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.. wyjeżdża! ^.^v Na forumowego Sylwestra, do Radkowa w Górach Stołowych. Nieodwołalnie! I już się nie może doczekać... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak na razie powoli przygotowuję się do pakowania (głównie intensywnie o nim myśląc, może spakuje się samo?). Trzeba sprawdzić, co jeszcze trzeba uprać, polecić Siostrze odebranie części, jak przyjdą, po raz kolejny wybrać się do Avellany,tym razem spotkać się z Martinem i... Agit (! &amp;lt;- o ile przyjedzie, oczywiście... ale jestem ciekawa tego spotkania), wysłaś Siostrę po włóczkę na jej spóźniony prezent gwiazdkowy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O, właśnie. A teraz parę ciekawostek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Melduję podsłusznie, że bawię się w robienie na drutach. A wszystko przez to, że miesiąc temu Siostra postanowiła zrobić koleżance szalik. Kupiła włóczkę,pożyczyła druty, wzięła się za robotę (nie pozwalając się nikomu do tego dzieła dotknąć). I na parę dni przed Świętami przywlokła się do kuchni z 10 centymetrami robótki, żałosną minką i wyznaniem &quot;Przyznaję się do porażki&quot;. Warto jeszcze dodać, że robótkę można było podzielić na trzy kategorie:&lt;br /&gt;- Siostry, czyli bardzo luźna i bardzo dziurawa&lt;br /&gt;- mamy, czyli bardzo ścisła&lt;br /&gt;- Seriki, czyli luźna, ale o dziwo względnie równa (jeszcze coś pamiętam z podstawówki!)&lt;br /&gt;Stanęło na tym, że mam zrobić. Deadline za 3 dni. Zrobiłam, wyszły 2 metry. Podobało się. ZA BARDZO się podobało, bo teraz całej rodzince się takie marzą... :P&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Byłoby na tyle... Może jeszcze parę słów o tym, co się dzieje, gdy Siostrę się wpuści do kina. Jakieś wyjątkowo nieprzychylne tej instytucji zrządzenie losu wysłało mnie, Siostrę i jej koleżankę z wydziału (wspominałam, że jest dumną studentka farmacji?) na &quot;Finding Nemo&quot;. I to był błąd... A dokładniej błędem było kupowanie coli, rozmiar &quot;duża&quot;. Możemy jeszcze podejrzewać, że błędem było zaprojektowanie w kinie zbyt małych podstawek do napojów... Ale mniejsza z tym. Główną atrakcją - chyba lepszą, niz sam film, który był taki sobie - było efektowne zwalenie trzech czwartyh litra coli na podłogę. Przez Siostrę - choć przysięgała, że nawet jej ne dotknęła. UPS. Trudno, całe szczęscie na sali ludzi brak, nie licząc nieszczęsnego pilnujacego chłopaka. Do którego to delikwenta Siostra poleciała z meldunkiem i prośbą o ścierkę. Chłopak popatrzył, popatrzył, odprowadził wzrokiem kolejną dużą colę, która sama z siebie (naprawdę!) pięknym łukiem wylądowała na podłodze, po czym pisnął &quot;To może ja przyniosę więcej ścierek?...&quot;.&lt;br /&gt;Wniosek? Pracownicy kin! Dziękujcie Bogom, że coli nie kupiła sobie także Serika... ^^&quot;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec. ^.^v&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(A czy wróciłam na stałe, czy nie, to się jeszcze okaże...)&lt;br /&gt;&lt;a name=&quot;cutid3&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PS.&lt;/b&gt; Nie mogę patrzeć na ten lay. Błeeeee...&lt;br /&gt;Nie, to nie znaczy, że mi się odwidziało.To znaczy, że zmieniłam monitor. I dotarło do mnie, że miałam ustawione zdecydowanie ciemniejsze kolorki, niż reszta świata. Mnie się podobały - problem w tym, że na nowym ustawić sie takich nie da.&lt;br /&gt;Do czego zmierzam? Ten lay jest OBRZYDLIWIE JASNY!!! O.o&quot; Przysięgam, dla mnie to był ciemny (!) fiolet... A że pewnie 99% populacji widzi jasny, to wypadek przy pracy. ^^&quot; Oj, bedzie szybka zmiana - i fakt, że wraz z monitorem zmieniłam rozdzielczosc, bynajmniej nie jest tu decydujący.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PS2.&lt;/b&gt; Niiic mi się nieeeeee chceeee... A za trzy tygodnie sesja O.o&quot;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PS3.&lt;/b&gt; Wróć! O to zaczniesz się martwić PO feriach.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PS4.&lt;/b&gt; Forum nam zdechło. Jeszcze chwila, a odegramy marsz żałobny. A potem bedziemy najwyżej eksperymentować ze wskrzeszaniem.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PS5.&lt;/b&gt; Ja wiem, że tym, którzy dopominali się o nową notkę, nie o to chodziło... ^^&quot; Ale nie będę się silić na kreatywnośc, jeśłi nie ma ochoty. I tyle :P&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PS6.&lt;/b&gt; Kopnąc mnie trzeba, żebym przestała marudzić!!!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PS7.&lt;/b&gt; Ten log gdzieś w grudniu skończył roczek. I chyba się obraził, że nie celebrowałam... ^^&quot;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PS8.&lt;/b&gt; Koniec. Kropka.</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/43917.html</comments>
  <lj:mood>calm</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>2</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/43681.html</guid>
  <pubDate>Wed, 24 Dec 2003 23:51:04 GMT</pubDate>
  <title>Święta, święta...</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/43681.html</link>
  <description>I nawet nie jest tak źle. Naprawdę! Pierwsza Wigilia, odkąd pamiętam, podczas której nikt nikomu nie rzucił sie do gardła. Nalezy poczytywać to za cud. Chyba, ze uznamy, ze limit awantur wyczerpałam przed Świętami, co jest wysoko prawdopodobne. Zreszta zawsze mam tak, ze po jakims czasie wszystko zaczyna byc mi obojętne i choćby się waliło i paliło, nic mnie nie ruszy. Co będzie, to będzie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bleh. Narzekam, a w danym  momencie naprawdę nie ma na co ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie mieszkanie jest wysprzątane... Wróć! Mój pokój jest wysprzątany, reszta średnio, a w garderobie nie ma ani centymetra wolnego miejsca, bo gdzies ten bałagan trzeba było upchnąć. Jak zwykle, ale to sa własnei uroki tego domu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolacja zjedzona. Właściwie powinnam powiedzieć obiad, bo zaczęliśmy o czwartej (!! - to też sięnie zdarza...). Tradycyjnego karpia w galarecie brak, bo mamie nie chciało się go robić, w zamian za to upichciła rybę po grecku i parę nowych rodzajów śledzi. Plus genialne pierogi z kapustą i grzybami, zrobione parę dni temu... Generalnie było dość oszczędnie z czystego lenistwa, ale za to ile nerwów mniej, że juz ósma, a jeszcze nic nie gotowe... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prezenty? Ja się przyznaje bez bicia - byłam tak zaaferowana swoimi sprawami, ze zwaliłam wszystko na Siostrę. Szkoda, bo uwielbiam szperać i wybierać różne drobiazgi... A tak rodzina została zaopatrzona w produkty Avonu, co zresztą bylo do przewidzenia. Z małym wyjatkiem - dostałam tusz do rzęs MaxFactora - NARESZCIE! NARESZCIE! Jak ja nie cierpię tuszy Avonu! Sis delikatnie przypomniała, że był trzy razy droższy, niż być powinien, ale fakt, był. I kompletnie się go nie spodziewałam. Wykosztowała się, mała Bestia... ;) W każdym razie dostała zwrot kosztów za prezenty dla rodzinki - nieplanowany, ale nagle okazało się, ze gotówki mam... NADMIAr!? O.o Ale o tym później.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krótkie podsumowanie tego, kto sie jak dziś obłowił, wygląda następująco:&lt;br /&gt;- Mama dostała wielki kubas na herbatkę od znajomych, kredkę do oczu i korektor pod oczy (&quot;Cobyś worów nie miała!&quot; - podsumowała Siostra) i... ups, chyba tyle.&lt;br /&gt;- Tata dostał wodę toaletową (Avonu, a jakże) od nas, mały elektroniczny notatniczek, który mu kiedyś przesłali, a który bezczelnie zapakowaliśmy, zeby było więcej paczek, perfumy &quot;Zapach pieniędzy&quot; (bankowe, od mamy). &lt;br /&gt;- Siostra dostała discmana od ciotki (TEJ ciotki. Zaopatruje ją w kosmetyki, więc ma fory). Kopertę ze stówką. Dyskietki ode mnie... Tak, DYS_KIET_KI! Ale to jej wina! Od dłuższego czasu odgrażała się, ze dostane od niej jedną dyskietkę. W końcu zapomniała zapakować, za to otworzyła swoje - hurtowo, całą paczkę - i stwierdziła, ze mnie na oczy nie chce widzieć, bo jestem wstrętna małpa. Dzieci mają zabawę! :P Oczywiście jedna z nich mi wręczyla, ale oburzyłam się, że ma być z zawartością. Co najmniej różową w zielone śledziki. *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;font size=&quot;1&quot;&gt;&lt;i&gt;* Różowego maila w zielone śledziki, pracowicie wyrysowane w PSP i wyglądające naprawdę WYBITNIE koszmarnie, wyslałam Miyi w ramach groźby. Za długo nie dopisywała mi się do questa na forum. Poskutkowało. Pewnie dlatego, ze w mailu brzmiało ostrzeżenie &quot;to pierwszy mail w serii&quot; :P&lt;/i&gt;&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A... I jeszcze portfel. Właściwie nie dostała, tylko kazała sobie dać :&amp;gt; Cała zabawa polegała na tym, że jakis czas temu marudziła, ze potrzebuje - i wypatrzyła u mamy śliczny, skórzany, bankowy oczywiście. Mamuśka stwierdziła, ze owszem, dostanie go - ale na Gwiazdkę. Sis oburzyła się, ze skoro tak, to ona sama sobie kupi... No to rodzice stwierdzili, ze jak kupi, to pewnie kupi - nie chce, to nie. I myśleliby dalej, gdyby po odpakowaniu prezentów gwałtownie nie zaprotestowała. &lt;br /&gt;- A gdzie mój portfel?!&lt;br /&gt;- Przeciez nie chcialaś... ^^&quot;&lt;br /&gt;- JAK TO NIE?!&lt;br /&gt;Dostała. :) Z wkładką stuzłotową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmmm... Zostałam ja. Ale tu należy cofnąc się do wczoraj, kiedy to Mama po raz KOLEJNY zmieniła zdanie w sprawie mojego komputera. Pewnie tatuś ją urobił ;) Stanęło na tym, że pożyczy mi pieniadze na resztę części, a ja jej oddam w postaci zwrotu podatku. Też odkryła... Przeciez takie było założęnie od początku! Ale dobra, z moją mamą cieżko jest dojśc czasem do ładu. Ale to dopiero połowa cudów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wdech, wydech...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MONITOR JEST PREZENTEM I NIE MUSZĘ ZA NIEGO ODDAWAĆ! ^.^v&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A miałam ^^&quot;. Naprawdę chętnie bym jej się z niego powypłacała, nie chcę żerować na rodzicach, ale stwierdzili, że mam sobie pozbierać na DVD czy cokolwiek, co będę chciała... O.o OK, życie w tym domu zapewnia duuuużo niespodzianek. Mam tylko nadzieję, ze w tym momencie się skończą i mama nie zmieni zdania po raz kolejny...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadmiar kasy w postaci tajnej dotacji taty częsciowo poszedł na oddanie Siostrze za prezenty, częsciowo ma zostać w szufladzie i leżeć. Jeśli tata weźmie, to wyda i nawet nie zauważy - a w ten sposób może uda mu się w końcu uzbierać z lewej kasy na radio? [ciekawe, jakby się z niego mamie wytłumaczył? ;&amp;gt;] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Późno. Każą mi iść spaaaaać..ć *ziew* A ja jeszcze nie sprawdziłam, jak sięna tym cudeńku filmy ogląda... Właśnie. Podłaczyłyśmy dziś nowy monitor do starego komputera. Wysłużona piętnasteczka wywędrowała na biurko Siostry i tymczasowo robi za atrapę, dopóki nie dołączy do niej stary komputer. A my próbujemy przyzwyczaić się do nowej rozdzielczości (1024x768) - WOW! - oraz kolorków. Na starym miałam ustawione dużo ciemniejsze, tu wyregulowałam najciemniej, jak się da i nadal mam za jasno, do licha! Nie podoba mi się... A już najbardziej nie podoba mi się mój nieszczęsny layout na blogu - przysięgam, na moim starym monitorze był CIEMNY. I pod notkami ledwo kontury było widać... A teraz za to ledwo widac tekst. Za jasno. Brrrrr... [fakt, ze jest otoczony gruba czarna obwodką, bo tylko w 600x800 da się go oglądać pomijam, bo zdawałam sobie z niego sprawę]. Ja chcę moje kolorki! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, wiem, przejdzie mi :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz ćśśśś... Rodzice poszli spać, a mi może jednak uda się jeszcze obejrzeć tego Bebopa w ramach testu. Jeden odcinek :&amp;gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. I WESOŁYCH ŚWIĄT!&lt;br /&gt;PS2. Kartki będa jutro. Nie wyrobiłam się. Cholera, a zawsze wysyłałam w Wigilię... Ciekawe, ile wyjdzie? 50?&lt;br /&gt;PS3. A w drugi dzień świąt jedziemy z Avellaną do Kampinosu na wycieczkę! Będzie padać. Będzie chlapa. I co z tego :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*edit* PS4. Zapomniałabym! Oprócz monitora (!) dostałam jeszcze kopertkę. Ze stówką. Aż zaprotestowałam, że ja nie chce jeszcze więcej kasy O.o&quot; Ale skoro dają... I tak pewnie pójdziealbo na komputer, albo na Sylwestra.&lt;br /&gt;...&lt;br /&gt;Albo na prezenty! Właśnie! Muszę dokupić włóczki na szalik dla Siostry! (będzie spóźniony prezent, ale będzie :)</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/43681.html</comments>
  <lj:music>Kolędy i tym podobne z radia... :&gt;</lj:music>
  <media:title type="plain">Kolędy i tym podobne z radia... :&gt;</media:title>
  <lj:mood>peaceful</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>3</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/43305.html</guid>
  <pubDate>Mon, 22 Dec 2003 21:59:56 GMT</pubDate>
  <title>J-JASNE!</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/43305.html</link>
  <description>Jakby co, zapamiętajcie i przypominjcie mi raz na jakis czas, zebym nigdy, ale to NIGDY nie cieszyła się przed czasem. Przyszła wiadomośc z tego sklepu internetowego, ze faktury mi do końca roku nie wystawią - a zgodnie tym, co im napisałam zamówienie wysyłając, oznacza to rezygnację z niego. Czyli zostaje na lodzie.&lt;br /&gt;No nic, może znajde coś innego... Popatrzyłam i doszłam do wniosku, że w gruncie rzeczy tam i tak jest najtaniej (średnie ceny z giełdy, znalezione na jakiejs stronce, sa zdecydowanie wyższe), więc chyba zamówię bez wzgledu na date faktury. I tak wyjdzie taniej. TAK, JASNE.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wszelki wypadek pojechałam z rodzicami pooglądać hipermarketowe - a może trafi się, o dziwo, coś logicznego? Przy okazji miałam kupić monitor. I zaczęła się zabawa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja Mama w dużych sklepach wpada w szał zakupów. Jak najbardziej dosłownie. Zaczęliśmy od tego, że postanowiła mi kupić w Media Markt komputer. Na moje argumenty, że w miarę normalne układy zaczynają się od 3000, zareagowała &quot;BIERZEMY!&quot;. Trochę czasu zajęło, zanim wybiłam jej to z głowy. Tym bardziej, że części rewelacyjnych firm bynajmniej nie były (a tu się ostatnio zdążyłam podszkolić), a świetna karta graficzna czy druga nagrywarka NAPRAWDĘ nie są mi potrzebne. Pofukała, że tak będzie prościej i że na raty lepiej (a potem bedziemy to spłacać przez rok?), ale w końcu dała sobie spokój. Dziesięć powtórzeń kwestii &quot;Mogę sobie taki sam złożyć taniej, a tak w ogóle to nie jest mi taki potrzebny&quot; chyba dotarło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz tylko kupić monitor i po kłopocie. Po KŁOPOCIE?! O, święta naiwności...&lt;br /&gt;Mama dojrzała LCD. I zakochała się bez pamięci. Tak, żebym miała więcej miejca na stole... No i lepsze przecież dla oczu. Jaki? Oczywiście najlepsza 15&quot;, taka za 2100. Jjasne. Postawiłam kategoryczne veto. Stwierdzenia typu &quot;może dostane premię&quot;, &quot;jakoś sobie poradzimy&quot;, a w końcu &quot;najwyżej będziemy mniej jeść&quot; (SIC!!) jakoś do mnie nie docierały. W końcu przestawiła się na jakiś za 1300. LCD, oczywiście. Podobno taki tani, bo dostali duży rabat... (jjasne!). Rodzice wcisnęli mi cudo marki &quot;?&quot; (cholera... cos na M i z Tajlandii), zaprowadzili pod kasy... Odesłałam ich do jeszce dwóch sprzedających. W końcu dali się przekonać, że lepiej nie kupować czegoś takiego... I wrócili na górę po ten za 2100 (Eizo - podobno dobre). Dzięki bogom w końcu wywalczyłam normalnego (!!) Samsunga. 17&quot;. Za marne 800. Za to zorientowali się, że raty jużnie są po 0% - tylko 18%. Nie opłaca się kompletnie. Zapłacili kartą, bez rat. OK... To było w porządku, 18% w kieszeni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tym, ze po powrocie do domu mamie szał przeszedł i zdecydowała, że mi obiecanych pieniędzy do komputera NIE DOŁOŻY. Przez termin bliżej nieokreślony. A dłuuugo mi obiecywali, że monitor sobie będę spokojnie&lt;br /&gt;spłacać, a do komputera mi 200 złotych dołożą. Z tych 200 zrobiło się dwa dni temu 400 i naprawde miałam zaprojektowany sprzet, który mi odpowiadał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to sobie poczekam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tata mówi, zebym od mamy trzymała się z tymi sprawami z daleka, bo zmienia zdania jak rękawiczki. A on mi będzie dokładał. Na dowód wetknął mi 100 złotych. mama pewnie i tak nie wie, ile zarabia... DOPÓKI zarabia, co może się zmienić z dnia na dzień. Super.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra... Matka weszła i oznajmiła, ze jeszcze sie zastanowi. Pewnie pomogło to, że kompletnie puściły mi dzisiaj nerwy i wpadłam w histerię. Taką rasowa histerię. Ile planów z rzędu może wziąć w łeb w ciągu kilku dni?</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/43305.html</comments>
  <lj:mood>frustrated</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>0</lj:reply-count>
</item>
<item>
  <guid isPermaLink='true'>http://serika-chan.livejournal.com/43039.html</guid>
  <pubDate>Mon, 22 Dec 2003 11:02:42 GMT</pubDate>
  <title>ŁIIIIIIIII!!!!!!!!</title>
  <link>http://serika-chan.livejournal.com/43039.html</link>
  <description>Wiem, ze nie było mnie tu dłuuugo... I nie wiem, czy wracam na stałe, czy tylko na chwilę. Musiałabym sobie zrobić odpocynek od blogów i tyle. Zdecydowanie za dużo czasu spędzałam latając po cudzych pamiętnikach (nie wspominając już o pisaniu własnych wypocin). &lt;br /&gt;tak czy inaczej, mam dziś zdecydowana potrzebę podzielenia się ze światem pewną wiadomością:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BĘDĘ MIAŁA NOWY KOMPUTER!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albo nie, inaczej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;NOWY KOMP JEST ZAMÓWIONY!!! *____*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam pojęcia, kiedy dojdzie przesyłka, ale powinna w ciągu dwóch dni. Brakuje mi jeszcze obudowy (tam były drogie - i brzydkie, i brzydkie! :P), klawiatury i myszki. Po monitor muszę się wybrać do Media Markt i wziąć na raty. Rodzice pewnie pożyczą...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia starań o kompa jest długa i skomplikowana. Poczynając od akcji ze stytpendiami, które w końcu udało mi się odzyskać (dobre podanie i mina biednej dziewczynki poskutkowały), a na Ryuzoku, który miał mi załatwić bardzo tanie częsci z hurtowni kończąc. O tak, to było ciekawe... Dopominałam się o kosztorys na na trzy tygodnie przed świętami, żeby ewentualnie móc coś jeszcze pozmieniać - nic. Podobno powtarzał swoim kumlom z giełdy (heeeej...miała być hurtownia, do licha!), że mają załatwić - a oni ciągle nie dostarczali danych. W czwartek stanęło na tym, że mieliśmy sięumówić i w sobote pojechać na giełdę. O, nie - ja nie zamierzam kupować kota w worku. kazałam mu się dowiedzieć o parametry sprzetu NATYCHMIAST. Nieważne, ze jest dziesiąta w nocy, ja dłużej czekać nie zamierzam... Fajnie, nawet podali. Tyle, ze laiczce nie znającej się na sprzecie kompletnie przyszło do głowy, zeby sobie w necie posprawdzac, co jej wciskają. Sprawdziła. I szlag ja trafił. To, że procesor Athlon 1,2 GHz nie pójdzie z płytą główną do Intela (i to od 2000 wzwyż), nawet ja wiem! Podziekowałam za współpracę. I zaczęłam męcyć Martina. Przynajmmiej jestem pewna, ze facet naprawdę się zna. Jeszce wysępiłam od rodziców dokładke kasy (wyszło moich 1100 i ich 400), i oto, co nam ostatecznie wyszło:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;AMD Duron 1600 Mhz &lt;br /&gt;Western Digital WD800JB - 80GB, 7200 obr., 8 MB cache&lt;br /&gt;Kingston DDR 512MB PC400 &lt;br /&gt;FDD Samsung 3.5&quot; 1,44MB (mamuśka się uparła... i przez to nie wystarczyło mi na DVD -_-&quot;)&lt;br /&gt;ASUS A7V8X-VM Socket-A VIA (ze zintegrowaną karta graficznąi dźwiękową - w gry nie grywam, dobre nie są mi potrzebne)&lt;br /&gt;Całość za 1230 (z kosztami przesyłki).&lt;br /&gt;Nagrywarkę mam, niedawno kupowałam. Dodatkowy CD też mam - stary, ale nieużywany, powinien wystarczyć.&lt;br /&gt;Wygląda na to, że wyrobię się ze wszystkim w 1400, monitora nie licząc... Nieźle. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem trzeba tylko bedzie przyciągnąć Martina, zeby to złożył. A, i wykombinować system operacyjny... XP powinno chodzić dobrze, ale niejestem pewna, czy mam pod ręką kogoś z XP-kami. Zobaczy się. Jak na razie jestem happy i tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[i idę cyklinowac podłogę. Jak tylko się dowiem, czym. Brrrr, świąteczne porządki...]</description>
  <comments>http://serika-chan.livejournal.com/43039.html</comments>
  <lj:mood>happy</lj:mood>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>1</lj:reply-count>
</item>
</channel>
</rss>
